Kosztorys mnie strasznie mocno wciągnął. Z tego letargu wyciągnął mnie Bartek, który wparował do mnie do biura.
-Mamy to mała ! - krzyknął wymachując szampanem.
-Eeee kolego, uspokój się bo to zaraz wybuchnie. - zaśmiałam się. - Co mamy ?
-Inwestycję w samiusieńkiej stolicy maleńka. Ty i twoje zabójcze nogi robicie cuda ! - powiedział i pocałował mnie w czoło. - Pamela ! Zwołaj wszystkich do konferencyjnej na już i załatw szkło. Szampana mamy mnóstwo.
Poszła ze śmiechem za Bartkiem. Wiedziałam, że ta inwestycja to coś nad czym cała firma pracowała i to za nim jeszcze ja tu byłam. Cieszyłam się jednak, że miałam w tym jakiś swój udział. Wszyscy zebraliśmy się w sali konferencyjnej, Pamela przyniosła kieliszki i porozstawiała.
-Eej ! - krzyknął szef - Łapcie się za szampany, ty też kwiatuszku ! - krzyknął. Wzięłam butelkę szampana i nią wstrząsnęłam.
-Chciałem wszystkim podziękować za ciężką pracę nad projektem inwestycji. Wiem jak wszyscy ciężko na to pracowaliście. Dziękuję też Dominice, która mimo, że jest z nami od niedawna potrafiła przedstawić prezentację w taki sposób, że się sprzedała. Dziękuję i gratuluję. Mamy to ! - krzyknął i otworzyły się szampany.
Szampan, który trzymałam ja i Bartek nie miał wcale służyć do tego aby go wypić. Ja umyślnie skierowałam szampana w ten sposób, aby oblał Bartka. Niestety on miał taki sam pomysł. Godzinna impreza w czasie pracy była miła. Jednak trzeba było doprowadzić się do porządku i wrócić do pracy. Mokra i lepiąca się od szampana skierowałam się do łazienki. Po drodze wpadłam na Grześka.
-Hej. - powiedział zaskoczony patrząc na mnie.
-Cześć. - odpowiedziałam z uśmiechem.
-Powinienem zapytać co się stało ?
-Szef mój zwariował. Przeszła nasza inwestycja i Bartek troszkę oszalał. Mam na sobie całą butelkę szampana
-Dość drogiego chyba - zaśmiał się.
-Odwdzięczyłam się.
-Mogę jakoś pomóc ? - zapytał uśmiechając się.
-Jak byś mógł torebkę przynieść mi do łazienki ? Biuro mam naprzeciwko biura Bartka.
-Jasne, zaraz przyjdę.
-Oki.
Weszłam do łazienki i rozpięłam dwa guziki koszuli żeby wytrzeć dekolt, biust i generalnie ciało z szampana. Niestety strasznie się lepiło wszystko musiałam zmoczyć ręcznik i się najpierw na mokro wytrzeć. Kiedy stałam z rozpiętą koszulą przy umywalce drzwi się otworzyły i wszedł Grzesiek. Na mój widok zaśmiał się.
-To nie jest zabawne - mruknęła.
-Zamknę drzwi.
-Dziękuję. - przekręcił zamek, ale został ze mną.
-Pomóc ci? - zapytał stawiając torebkę na szafce.
-W czym chcesz mi pomóc ? - zaśmiałam się.
-No nie wiem - uśmiechnął się tak szczerze - Chodź tu pando - powiedział. Popatrzyłam na niego.
On chusteczkami chyba starał się zmyć mój rozmazany makijaż i wydaje mi się, że.... Że szminka też mi się rozmazała. Dlaczego tak uważam ? Patrzyłam mu w oczy cały czas się śmiejąc, widziałam jak jego oczy też się śmiały. Byłam na obcasach, a mimo wszystko byłam niższa. Nawet nie wiem kiedy pochylił się i mnie pocałował. Nie zamierzałam się sprzeciwiać. Objęłam rękami jego szyję, stanęłam na palcach i odwzajemniłam pocałunek. Grzesiek przyciągnął mnie mocno i po chwili siedziałam na zlewie. Nasze pocałunki były coraz bardziej gorące i namiętne. Nawet nie wiem kiedy Grześka płaszcz znalazł się na podłodze razem z marynarką. Moja koszula już dawno została zdjęta. Ręce same powędrowały na guziki od koszuli Grześka. Jego ręce natomiast znajdowały się na moich udach, pod spódnicą i były coraz bliżej majtek. Chwała Bogu, że noszę pończochy. Jego usta przeniosły się na mój dekolt. Nie wiem dlaczego nie zareagowałam. Nie chciałam ? Nie mogła ? Po prostu jego chciałam. Nie sprzeciwiałam się niczemu. Wszystko działo się tak szybko. Jego koszula, zaraz po niej mój stanik. Jego pasek od spodni, moje majtki. I stało się to czego chyba tak na prawdę chciałam.
Szybki numerek w pracy ? W łazience? Z zaręczonym ex ? Powiem wam jedno. Why not? ! Powiem wam w tajemnicy, że to najlepszy seks chyba w moim życiu. Było booosko. No, ale wróćmy do tej rozgrzanej toalety.
Namiętne pocałunki, ciche jęknięcia. Stało się, zrobiliśmy to. Siedziałam dalej na umywalce, ponieważ moje nogi były miękkie i zapinałam koszulę. Kontem oka patrzyłam jak on się ubiera z uśmiechem na ustach. Nie powiem, sama też się uśmiechałam. Kiedy zapinał kolejne guziki z koszuli podszedł do mnie, stanął między moimi nogami i nic nie mówiąc po prostu mnie pocałował.
-Grzesiek - mruknęłam cicho.
-Hmm ? - odsunął się minimalnie, dalej zapinał koszulę.
-To było niesamowite - zaśmiałam się.
-Nigdy nie sądziłem, że będziemy uprawiać dziki seks w łazience w twojej pracy, kiedy ja przyjdę do przyjaciela w sprawie wieczoru kawalerskiego - powiedział po czym popatrzył na mnie i zapytał - czar prysł ?
-To że uprawialiśmy seks w łazience nie znaczy, że Paula zniknie, że jej nie będzie. - powiedziałam i zeszłam ze zlewu.
-Czy się jeszcze spotkamy ? - zapytał przytulając się do moich pleców i całując w szyję. Poprawiałam makijaż. Popatrzyłam na nasze odbicie w lustrze i zrobiło mi się tak mega dziwnie.
-Na pewno się jeszcze spotkamy. Będziesz przychodziło do Bartka do biura, ja tu przecież pracuję. Zobaczymy się na twoim weselu. No i wiesz wynajęłam mieszkanie. Możesz pomóc mi z przeprowadzką. - zaśmiałam się.
-Bardzo chętnie - powiedział i mnie pocałował.
-Idź do Bartka. Skończę się poprawiać i idę do pracy.
-Dobrze. - założył marynarkę, płaszcz. Poprawił nonszalancko włosy, puścił mi oczko i wyszedł. Szybko zamknęłam się w łazience.
Poprawiłam makijaż, związałam włosy w luźnego koka, żeby nie było widać jak mocno są sklejone i wróciłam do biura.
-Dusia ! - zawołał mnie Bartek.
-Taak ?
-Grzesiek przyszedł, wpadniesz pogadać.
-Bartuś mam ogrom pracy, innym razem - uśmiechnęłam się i zamknęłam w biurze.
Do godziny 17 nie wychodziłam z biura, żeby na nikogo nie wpaść. Równo o 17, zwarta i gotowa zabrałam swoje rzeczy i skierowałam się do wyjścia.
-Dominika ! - usłyszałam jak ktoś mnie woła. To był Adrian z marketingu.
-Tak ?
-Idziemy oblać sukces, jesteś jego częścią, więc może pójdziesz z nami ?
-Chętnie, ale innym razem. To był długi dzień, padam. W dodatku jestem autem. Zgadamy się następnym razem to nie przyjadę samochodem do pracy.
-Okej, to pamiętaj ! Masz u mnie drinka.
-Na pewno zapamiętam ! Bawcie się dobrze.
Pożegnałam się i szłam w stronę wyjścia.
-Mój kwiatuszek nie idzie na drinka po pracy ? - usłyszałam sarkastyczny głos szefa.
-Twój kwiatuszek, kwiatuszku jest padnięty. Drinka może wypić w domu, a w dodatku śmierdzi cały szampanem i się cały lepi, bo szef twego kwiatuszka to walnięty na głowę pajac.
-Kwiatuszku, dlaczego ty mnie tak komplementujesz? - zapytał obejmując mnie ramieniem - Czyżby był dziś seks ? A może będzie dziś seks? Tylko błagam nie mów, że z Wiesławem lat 70. - zaśmiał się, a ja razem z nim.
-Hmmm brak seksu wyżarł ci mózg czy nadmiar go to zrobił ? Niee, wiem. Ty nie masz mózgu. - powiedziałam zadowolona.
-Okej, co brałaś ? - zapytał całkiem poważnie.
-Słucham ? - zaśmiałam się.
-Dusia, martwię się. Nie masz seksu od dłuższego czasu, a zachowujesz się jak byś zaliczyła szybki numerek bądź miała go w planach. Jeżeli tak nie jest to musiałaś coś brać. Przecież to jasne.
-Jak słońce ! - zaśmiałam się - Mam dobry humor. Mamy tą inwestycję, mam zajebistą pracę z całkiem wporzo szefem. Wyprowadzam się od rodziców. Czego chcieć więcej ?
-Seksu z jakimś gorącym towarem ? - zapytał jak gdyby to było coś oczywistego.
-Spoko, pogadam z Zuzą na temat waszego celibatu, a teraz buziaczki zmykam do domu. Do jutra.
Pożegnałam się i wsiadłam do auta. W całkiem dobrym humorze wróciłam do domu. Wzięłam prysznic i przebrałam się. Zjadłam kolację i posiedziałam chwilę z rodzicami. Później zrobiłam sobie drinka i poszłam się pakować. W pewnym momencie dostałam sms. "Myślę o Tobie" Nic więcej, żadnej emotki, nic.
Miałam straszny mętlik w głowie nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Wypiłam swojego drinka do końca.
Teraz może z całkiem innej perspektywy. Jak tą całą sytuację widział Grzesiek.
Wróciłem do domu. Z racji tego, że mój dom przechodził metamorfozę wróciłem na jakiś czas do rodziców, a że rodzice niekoniecznie akceptowali Paulę, to ona mieszkała u swoich rodziców. Poszedłem pod prysznic. Ponoć to najlepsze miejsce do przemyśleń. Nie wiem ile tam siedziałem, ale z moich zamyśleń wyciągnęło mnie dobijanie się do łazienki.
-Grzesiek ! Nie jesteś sam w domu ! Też chcę się wykąpać. - krzyknęła Zuza.
-Już wychodzę - odkrzyknąłem. Wyszedłem z pod prysznica.
Założyłem spodenki i wyszedłem mijając siostrę bez słowa. Wróciłem do pokoju, wziąłem telefon i się położyłem. Cały czas w głowie siedziała mi Duśka. Wiedziałem przecież, że kiedyś się spotkamy. Nawet jeśli nie wróciła by na stałe, to kiedyś byśmy się spotkali. Może gdyby było to po ślubie było by zupełnie inaczej. To co się wydarzyło nie powinno mieć miejsca. Wziąłem telefon i napisałem krótkiego smsa "Myślę o Tobie" W końcu była to prawda. Przecież jesteśmy dorośli i wiedzieliśmy co robimy. I wiem, że obydwoje tego chcieliśmy. Z moich zamyśleń wyrwał mnie głos z korytarza Pauli. Szybko usunąłem tą wiadomość. Włączyłem telewizor.
-Cześć kochanie - powiedziała Paula wchodząc uśmiechnięta do domu.
-Hej - powiedziałem i się uśmiechnąłem. - A co ty tutaj robisz?
-Stęskniłam się. - powiedziała i położyła się obok mnie i mnie pocałowała. Nie chciałem, nie miałem ochoty na seks z nią.
-Mmm ja też- powiedziałem i ją przytuliłem - Jestem strasznie zmęczony.
-Ciężki dzień. - zapytała zmartwiona.
-Bardzo, a jak twój dzień. ?
-Powiem ci, że też ciężko. Byłam w naszym domu, ludzie są tacy niekompetentni. Wyobrażasz sobie ile rzeczy jest do poprawki przez pracowników.? Masakra jakaś.
-Dobrze, że nad wszystkim czuwasz - powiedziałem. Bałem się tak naprawdę ile wyniesie mnie ten remont i co zastanę.
-Co ty byś misiaczku beze mnie zrobił - powiedziała. Już wiedziałem o co jej chodzi kiedy jej ręka z mojej klaty zaczęła zjeżdżać niżej.
-Paula nie dzisiaj. Jestem na prawdę mocno zmęczony - powiedziałem łapiąc jej dłoń. Popatrzyła na mnie zdezorientowana, ale po chwili uśmiechnęła się. Cmoknęła mnie i powiedziała.
-Dobrze misiaczku.
-Mamy to mała ! - krzyknął wymachując szampanem.
-Eeee kolego, uspokój się bo to zaraz wybuchnie. - zaśmiałam się. - Co mamy ?
-Inwestycję w samiusieńkiej stolicy maleńka. Ty i twoje zabójcze nogi robicie cuda ! - powiedział i pocałował mnie w czoło. - Pamela ! Zwołaj wszystkich do konferencyjnej na już i załatw szkło. Szampana mamy mnóstwo.
Poszła ze śmiechem za Bartkiem. Wiedziałam, że ta inwestycja to coś nad czym cała firma pracowała i to za nim jeszcze ja tu byłam. Cieszyłam się jednak, że miałam w tym jakiś swój udział. Wszyscy zebraliśmy się w sali konferencyjnej, Pamela przyniosła kieliszki i porozstawiała.
-Eej ! - krzyknął szef - Łapcie się za szampany, ty też kwiatuszku ! - krzyknął. Wzięłam butelkę szampana i nią wstrząsnęłam.
-Chciałem wszystkim podziękować za ciężką pracę nad projektem inwestycji. Wiem jak wszyscy ciężko na to pracowaliście. Dziękuję też Dominice, która mimo, że jest z nami od niedawna potrafiła przedstawić prezentację w taki sposób, że się sprzedała. Dziękuję i gratuluję. Mamy to ! - krzyknął i otworzyły się szampany.
Szampan, który trzymałam ja i Bartek nie miał wcale służyć do tego aby go wypić. Ja umyślnie skierowałam szampana w ten sposób, aby oblał Bartka. Niestety on miał taki sam pomysł. Godzinna impreza w czasie pracy była miła. Jednak trzeba było doprowadzić się do porządku i wrócić do pracy. Mokra i lepiąca się od szampana skierowałam się do łazienki. Po drodze wpadłam na Grześka.
-Hej. - powiedział zaskoczony patrząc na mnie.
-Cześć. - odpowiedziałam z uśmiechem.
-Powinienem zapytać co się stało ?
-Szef mój zwariował. Przeszła nasza inwestycja i Bartek troszkę oszalał. Mam na sobie całą butelkę szampana
-Dość drogiego chyba - zaśmiał się.
-Odwdzięczyłam się.
-Mogę jakoś pomóc ? - zapytał uśmiechając się.
-Jak byś mógł torebkę przynieść mi do łazienki ? Biuro mam naprzeciwko biura Bartka.
-Jasne, zaraz przyjdę.
-Oki.
Weszłam do łazienki i rozpięłam dwa guziki koszuli żeby wytrzeć dekolt, biust i generalnie ciało z szampana. Niestety strasznie się lepiło wszystko musiałam zmoczyć ręcznik i się najpierw na mokro wytrzeć. Kiedy stałam z rozpiętą koszulą przy umywalce drzwi się otworzyły i wszedł Grzesiek. Na mój widok zaśmiał się.
-To nie jest zabawne - mruknęła.
-Zamknę drzwi.
-Dziękuję. - przekręcił zamek, ale został ze mną.
-Pomóc ci? - zapytał stawiając torebkę na szafce.
-W czym chcesz mi pomóc ? - zaśmiałam się.
-No nie wiem - uśmiechnął się tak szczerze - Chodź tu pando - powiedział. Popatrzyłam na niego.
On chusteczkami chyba starał się zmyć mój rozmazany makijaż i wydaje mi się, że.... Że szminka też mi się rozmazała. Dlaczego tak uważam ? Patrzyłam mu w oczy cały czas się śmiejąc, widziałam jak jego oczy też się śmiały. Byłam na obcasach, a mimo wszystko byłam niższa. Nawet nie wiem kiedy pochylił się i mnie pocałował. Nie zamierzałam się sprzeciwiać. Objęłam rękami jego szyję, stanęłam na palcach i odwzajemniłam pocałunek. Grzesiek przyciągnął mnie mocno i po chwili siedziałam na zlewie. Nasze pocałunki były coraz bardziej gorące i namiętne. Nawet nie wiem kiedy Grześka płaszcz znalazł się na podłodze razem z marynarką. Moja koszula już dawno została zdjęta. Ręce same powędrowały na guziki od koszuli Grześka. Jego ręce natomiast znajdowały się na moich udach, pod spódnicą i były coraz bliżej majtek. Chwała Bogu, że noszę pończochy. Jego usta przeniosły się na mój dekolt. Nie wiem dlaczego nie zareagowałam. Nie chciałam ? Nie mogła ? Po prostu jego chciałam. Nie sprzeciwiałam się niczemu. Wszystko działo się tak szybko. Jego koszula, zaraz po niej mój stanik. Jego pasek od spodni, moje majtki. I stało się to czego chyba tak na prawdę chciałam.
Szybki numerek w pracy ? W łazience? Z zaręczonym ex ? Powiem wam jedno. Why not? ! Powiem wam w tajemnicy, że to najlepszy seks chyba w moim życiu. Było booosko. No, ale wróćmy do tej rozgrzanej toalety.
Namiętne pocałunki, ciche jęknięcia. Stało się, zrobiliśmy to. Siedziałam dalej na umywalce, ponieważ moje nogi były miękkie i zapinałam koszulę. Kontem oka patrzyłam jak on się ubiera z uśmiechem na ustach. Nie powiem, sama też się uśmiechałam. Kiedy zapinał kolejne guziki z koszuli podszedł do mnie, stanął między moimi nogami i nic nie mówiąc po prostu mnie pocałował.
-Grzesiek - mruknęłam cicho.
-Hmm ? - odsunął się minimalnie, dalej zapinał koszulę.
-To było niesamowite - zaśmiałam się.
-Nigdy nie sądziłem, że będziemy uprawiać dziki seks w łazience w twojej pracy, kiedy ja przyjdę do przyjaciela w sprawie wieczoru kawalerskiego - powiedział po czym popatrzył na mnie i zapytał - czar prysł ?
-To że uprawialiśmy seks w łazience nie znaczy, że Paula zniknie, że jej nie będzie. - powiedziałam i zeszłam ze zlewu.
-Czy się jeszcze spotkamy ? - zapytał przytulając się do moich pleców i całując w szyję. Poprawiałam makijaż. Popatrzyłam na nasze odbicie w lustrze i zrobiło mi się tak mega dziwnie.
-Na pewno się jeszcze spotkamy. Będziesz przychodziło do Bartka do biura, ja tu przecież pracuję. Zobaczymy się na twoim weselu. No i wiesz wynajęłam mieszkanie. Możesz pomóc mi z przeprowadzką. - zaśmiałam się.
-Bardzo chętnie - powiedział i mnie pocałował.
-Idź do Bartka. Skończę się poprawiać i idę do pracy.
-Dobrze. - założył marynarkę, płaszcz. Poprawił nonszalancko włosy, puścił mi oczko i wyszedł. Szybko zamknęłam się w łazience.
Poprawiłam makijaż, związałam włosy w luźnego koka, żeby nie było widać jak mocno są sklejone i wróciłam do biura.
-Dusia ! - zawołał mnie Bartek.
-Taak ?
-Grzesiek przyszedł, wpadniesz pogadać.
-Bartuś mam ogrom pracy, innym razem - uśmiechnęłam się i zamknęłam w biurze.
Do godziny 17 nie wychodziłam z biura, żeby na nikogo nie wpaść. Równo o 17, zwarta i gotowa zabrałam swoje rzeczy i skierowałam się do wyjścia.
-Dominika ! - usłyszałam jak ktoś mnie woła. To był Adrian z marketingu.
-Tak ?
-Idziemy oblać sukces, jesteś jego częścią, więc może pójdziesz z nami ?
-Chętnie, ale innym razem. To był długi dzień, padam. W dodatku jestem autem. Zgadamy się następnym razem to nie przyjadę samochodem do pracy.
-Okej, to pamiętaj ! Masz u mnie drinka.
-Na pewno zapamiętam ! Bawcie się dobrze.
Pożegnałam się i szłam w stronę wyjścia.
-Mój kwiatuszek nie idzie na drinka po pracy ? - usłyszałam sarkastyczny głos szefa.
-Twój kwiatuszek, kwiatuszku jest padnięty. Drinka może wypić w domu, a w dodatku śmierdzi cały szampanem i się cały lepi, bo szef twego kwiatuszka to walnięty na głowę pajac.
-Kwiatuszku, dlaczego ty mnie tak komplementujesz? - zapytał obejmując mnie ramieniem - Czyżby był dziś seks ? A może będzie dziś seks? Tylko błagam nie mów, że z Wiesławem lat 70. - zaśmiał się, a ja razem z nim.
-Hmmm brak seksu wyżarł ci mózg czy nadmiar go to zrobił ? Niee, wiem. Ty nie masz mózgu. - powiedziałam zadowolona.
-Okej, co brałaś ? - zapytał całkiem poważnie.
-Słucham ? - zaśmiałam się.
-Dusia, martwię się. Nie masz seksu od dłuższego czasu, a zachowujesz się jak byś zaliczyła szybki numerek bądź miała go w planach. Jeżeli tak nie jest to musiałaś coś brać. Przecież to jasne.
-Jak słońce ! - zaśmiałam się - Mam dobry humor. Mamy tą inwestycję, mam zajebistą pracę z całkiem wporzo szefem. Wyprowadzam się od rodziców. Czego chcieć więcej ?
-Seksu z jakimś gorącym towarem ? - zapytał jak gdyby to było coś oczywistego.
-Spoko, pogadam z Zuzą na temat waszego celibatu, a teraz buziaczki zmykam do domu. Do jutra.
Pożegnałam się i wsiadłam do auta. W całkiem dobrym humorze wróciłam do domu. Wzięłam prysznic i przebrałam się. Zjadłam kolację i posiedziałam chwilę z rodzicami. Później zrobiłam sobie drinka i poszłam się pakować. W pewnym momencie dostałam sms. "Myślę o Tobie" Nic więcej, żadnej emotki, nic.
Miałam straszny mętlik w głowie nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Wypiłam swojego drinka do końca.
Teraz może z całkiem innej perspektywy. Jak tą całą sytuację widział Grzesiek.
Wróciłem do domu. Z racji tego, że mój dom przechodził metamorfozę wróciłem na jakiś czas do rodziców, a że rodzice niekoniecznie akceptowali Paulę, to ona mieszkała u swoich rodziców. Poszedłem pod prysznic. Ponoć to najlepsze miejsce do przemyśleń. Nie wiem ile tam siedziałem, ale z moich zamyśleń wyciągnęło mnie dobijanie się do łazienki.
-Grzesiek ! Nie jesteś sam w domu ! Też chcę się wykąpać. - krzyknęła Zuza.
-Już wychodzę - odkrzyknąłem. Wyszedłem z pod prysznica.
Założyłem spodenki i wyszedłem mijając siostrę bez słowa. Wróciłem do pokoju, wziąłem telefon i się położyłem. Cały czas w głowie siedziała mi Duśka. Wiedziałem przecież, że kiedyś się spotkamy. Nawet jeśli nie wróciła by na stałe, to kiedyś byśmy się spotkali. Może gdyby było to po ślubie było by zupełnie inaczej. To co się wydarzyło nie powinno mieć miejsca. Wziąłem telefon i napisałem krótkiego smsa "Myślę o Tobie" W końcu była to prawda. Przecież jesteśmy dorośli i wiedzieliśmy co robimy. I wiem, że obydwoje tego chcieliśmy. Z moich zamyśleń wyrwał mnie głos z korytarza Pauli. Szybko usunąłem tą wiadomość. Włączyłem telewizor.
-Cześć kochanie - powiedziała Paula wchodząc uśmiechnięta do domu.
-Hej - powiedziałem i się uśmiechnąłem. - A co ty tutaj robisz?
-Stęskniłam się. - powiedziała i położyła się obok mnie i mnie pocałowała. Nie chciałem, nie miałem ochoty na seks z nią.
-Mmm ja też- powiedziałem i ją przytuliłem - Jestem strasznie zmęczony.
-Ciężki dzień. - zapytała zmartwiona.
-Bardzo, a jak twój dzień. ?
-Powiem ci, że też ciężko. Byłam w naszym domu, ludzie są tacy niekompetentni. Wyobrażasz sobie ile rzeczy jest do poprawki przez pracowników.? Masakra jakaś.
-Dobrze, że nad wszystkim czuwasz - powiedziałem. Bałem się tak naprawdę ile wyniesie mnie ten remont i co zastanę.
-Co ty byś misiaczku beze mnie zrobił - powiedziała. Już wiedziałem o co jej chodzi kiedy jej ręka z mojej klaty zaczęła zjeżdżać niżej.
-Paula nie dzisiaj. Jestem na prawdę mocno zmęczony - powiedziałem łapiąc jej dłoń. Popatrzyła na mnie zdezorientowana, ale po chwili uśmiechnęła się. Cmoknęła mnie i powiedziała.
-Dobrze misiaczku.
Wróćmy do Dusi.
Kiedy skończyłam pakować rzeczy dochodziła pierwsza. Postanowiłam, że powinnam iść spać. Położyłam się i od razu zasnęłam. Rano kiedy zadzwonił budzik nie miałam ochoty wstawać. Wyłączyłam budzik i leniwie zwlekłam się z łóżka. Stwierdziłam, że nie nadaję się aby prowadzić, więc napisałam do Bartka, czy mogę się z nim zabrać. Odpisał, że będzie po mnie za godzinę. Idealnie. W mieszkaniu nikogo już nie było. Zrobiłam sobie kawę w kubku termicznym, żeby mieć na drogę. Kiedy kończyłam się szykować Bartek napisał, że czeka. Założyłam na nogi botki na wysokim obcasie i płaszcz. Złapałam za szal i torebkę. Zamknęłam mieszkanie i wyszłam. Pod blokiem stał Bartek paląc papierowa.
-Hej maleńka.
-Cześć - mruknęłam i napiłam się kawy.
-Ohoho ktoś tu zabalował widzę. - zaśmiał się.
-A daj mi spokój. - mruknęłam, a on pocałował mnie w policzek zgasił papierosa i wsiedliśmy do auta.
-Kacyk męczy maleńka ?
-Chyba moralny - mruknęłam.
-Co ?- zapytał zaciekawiony.
-Nie, nic. Źle się czuję.
-Co jest ? - zapytał poważnie.
-Nic, poza tym że jestem głupią idiotką to nic.
-Ej nie mów tak. Na pewno tak nie jest.
-Gdybyś wiedział co zrobiłam, nie chcę nawet wiedzieć jakie miał byś o mnie zdanie. - mruknęłam.
-No na razie nie mogę mieć o tobie żadnego zdania bo nie wiem co zrobiłaś. - powiedział zerkając na mnie.
-Nie powinnam ci mówić.
-Duśka ! - krzyknął - Od kiedy mamy przed sobą sekrety? - zapytał wkurzony.
-Serio ? Może od kiedy nie mruknąłeś o swoim związku z Zuzą. - warknęłam zła.
-Dusia, to jest inna sprawa. Mów o co chodzi. - zagryzłam wargę, ale w końcu powiedziałam.
-Uprawiałam wczoraj seks w łazience w firmie z Grześkiem - powiedziałam na jednym oddechu, zerknęłam na Bartka, a jego twarz była bardzo poważna. Zjechał na parking pod firmą i zapytał.
-Że co ? - zapytał patrząc na mnie.
-Wiedziałam, żeby ci nie mówić - mruknęłam, chciałam wyjść z auta, ale złapał mnie za rękę.
-Duśka - zaczął poważnie - Jak było ? - zaśmiał się.
-Dzięki za wsparcie- mruknęłam i oparłam się o fotel.
-Przepraszam, ale. Nie wierzę w to.
-Że bzyknęłam się ze swoim zaręczony ex ? W twoim biurze ? W sumie to w łazience. ? I to jest po części twoja wina ! - zaśmiałam się.
-Niby dlaczego ? - zapytał kiedy wysiadaliśmy z auta.
-Bo oblałeś mnie szampanem !- krzyknęłam.
-Chodź tu mój kwiatuszku- powiedział i mnie objął.
-Nie powiesz nikomu ? - zapytałam.
-Będę milczał. No chyba, że do ślubu się to nie wyjaśni i ksiądz zapyta czy zna ktoś powód dlaczego ta dwójka nie powinna się pobrać.
-Bartek ! - powiedziałam.
-Nie wściekaj się. Do pracy, ale już ! - powiedział.
-Tak jest szefie. ! - zaśmiałam się. - Hej wszystkim. - przywitałam się z pracownikami, którzy siedzieli w recepcji.
Rozsiadłam się wygodnie w swoim biurze przy otwartych drzwiach. Zaczęłam pracować. Siedziałam wpatrzona w laptopa analizując dokumenty, kiedy do mojego biura weszła Agnieszka.
-Hej można ? - Aga pracowała w kadrach.
-Jasne, wchodź. Co jest ? - zapytałam nie odrywając wzroku od laptopa. Poparzyła na mnie po czym zamknęła drzwi i usiadła na krześle. - Aga no co jest ? - zapytałam zaskoczona.
-Nie chcę cię osądzać. Bardzo cię lubię i generalnie jesteś miła, sympatyczna. No ale, wiesz ludzie gadają. - mruknęła.
-Co gadają ?- zaśmiałam się.
-Że pracę zyskałaś przez łóżko - mruknęła.
-Czyje? - wybuchnęłam śmiechem.
-No wiesz, pół firmy huczy od plotek, że ty i prezes sypiacie ze sobą.
-Ja i Bartek ?- zapytałam rozbawiona.
-No tak, wiesz. Mówi do ciebie Kwiatuszku, pojawiłaś się znikąd i zostałaś dyrektorem zarządzającym, do tego przyjeżdżacie razem, no i ktoś widział jak się całowaliście w kawiarni na dole.
-Aga, ja i Bartek znamy się kupę lat. Od zawsze prawie. Jest dla mnie jak brat.
-Nie neguję tego i nie wnikam co was łączy, ale wolałam ci powiedzieć niż miała byś usłyszeć co od ludzi. Rozumiesz ?
-Tak, dziękuję, że mnie poinformowałaś.
-Nie ma za co. Ja tam bym wolała wiedzieć wcześniej.
-Muszę z Bartkiem pogadać.
-No i od razu mówiłaś do niego na ty. Ja tu pracuję 3 lata i mówię na Pan.
-Agnieszka, Bartka poznałam za czasów liceum. Kochałam się w nim nie powiem, ale bez przesady.
-Zmieniając temat idziesz coś zjeść ?
-Ale, że już ? - zapytałam zaskoczona.
-Noo już 13 prawie.
-To idzimy.
Wzięłam portfel i kartę i telefony. Zamknęłam drzwi od biura i poszłam razem z koleżanką na dół. W małej kafejce siedziało trochę ludzi o nas i Bartek, który gadał przez telefon, a przy jego stoliku siedział Grzesiek i ojciec Grześka.
-Cholera - mruknęłam.
-Coś się stało ?- zapytała zaskoczona.
-Nie, nic takiego. Co bierzesz ?
-Ja dzisiaj kanapki, a ty ?
-Jogurt i sałatkę. Kawa do tego.
Wzięłyśmy tacę ze swoim jedzeniem i poszłyśmy szukać stolika. Aga zajęła miejsce, zaraz obok stolika Bartka. Bartek odłożył telefon i odwrócił się do nas.
-Duśka, sprawa jest. - powiedział.
-Odczep się, przerwę mam - mruknęłam, mając nadzieję, że mnie nie zauważy ojciec Grześka.
-Duśka ! To spraw życia i śmierci - powiedział podniesionym głosem, a Pan Aleksander podniósł wzrok.
-Dominika ? - zapytał zaskoczony.
-Witam Panie Aleksandrze - powiedziałam i poszłam się przywitać, od razu mnie przytulił. Jak córkę.
-Dominiczka, dziecko jak tyś się zmieniła.
-Niech Pan nie przesadza. Parę latek przybyło, parę dodatkowych kilogramów przywiozłam ze Stanów - mruknęłam.
-Śliczna jesteś słoneczko jak zawsze. Teraz Bartka firmę ratujesz ?
-Jakie ratuje - oburzył się mój szef. - Pomaga.
-Tak wyszło, dużo błędów popełniłam parę lat temu, ale na szczęście przyjaciele potrafią wybaczać. - powiedziałam zerkając na Grześka.
-Oj tam, pamiętaj młodość rządzi się swoimi prawami. A czasami, jak człowiek popełni jakąś głupotę, to potem bardziej doceni to co stracił i powiem ci nawet, że niektórzy dobrze na tym wyjdą.
Wiedziałam, że to co powiedział tato Grześka miało głębszy sens, jednak wszyscy udawaliśmy, że nie wiemy o co chodzi.
-Przepraszam was Panowie, ale wracam do koleżanki - powiedziałam z uśmiechem.
-Jasne, wpadnij do nas dzisiaj na kolację o 19 ? - powiedział Pan Aleksander.
-Nie, dziękuję za zaproszenie, ale.
-Nie ma żadnego ale. Musisz przyjechać. Jak powiem Alicji, że jesteś i odmówiłaś zaproszenia na kolację to się obrazi, a jestem pewien, że zrobi coś pysznego.
-Dobrze, w takim razie będę o 19.
-Do zobaczenia.
-Do zobaczenia, a ty jak coś chcesz wiesz gdzie mam biuro. Przyjdź za 30 minut - powiedziałam do Bartka. Wróciłam do stolika. Panowie się zebrali i poszli chyba do Bartka biura. Aga zapytała zaskoczona.
-Skąd znasz tak dobrze Ziemiańskiego ?
-Stare dzieje, nie ma co wspominać.
-Traktował cię jak córkę.
-No bo prawie byłam jego córką, ale nie ważne.
-Nie mów, że to ty byłaś tą dziewczyną co Młodego Ziemiańskiego w dupę kopnęła. ?
-Nie kopnęła po prostu zakochała się, wyjechała do Stanów i wyszła za mąż- powiedziałam i się sztucznie uśmiechnęłam.
-No coś ty - powiedziała,
-Ale skąd w ogóle takie rzeczy wiesz ?
-Nasza firma i firma Ziemiańskich współpracuje, a jak wiesz plotki szybko się rozchodzą.
-Czyli jestem sławna juhu - mruknęła. -Przepraszam cię, ale muszę wracać do pracy .
Zabrałam kawę, pożegnałam się i poszłam do siebie do biura. Kiedy weszłam, mój fotel się obrócił, a na nim siedział Grzesiek.
-Co ty tutaj robisz? - zapytałam wystraszona, szybko zamykając drzwi.
-Przyszedłem zapytać jakie wolisz wino - powiedział i oparł się o biurko. Odłożyłam na biurku wszystkie rzeczy i chciałam zająć swoje miejsce. Jednak on mnie złapał i przyciągnął do siebie.
-Czerwone - mruknęłam patrząc w jego piękne oczy.
-Przecież wiem - powiedział z zadziornym uśmiechem i nim się zorientowałam całowaliśmy się. Szybko jednak się odsunęłam.
-Nie możemy Grzesiek - powiedziałam stanowczo kładąc dłoń na jego klatce piersiowej.
-Dlaczego ?
-Na prawdę nie wiesz? - zapytałam zdenerwowana.
-Może mi wytłumaczysz ?
-Dlatego, że za 2 miesiące masz ślub. A ja nie chcę mieć poczucia, że cię odzyskałam, żeby zaraz cię stracić.
-Jakoś to, że ja chciałem ci się oświadczyć nie przeszkadzało ci w tym, żeby mnie zostawić i wyjechać z tym dupkiem do Stanów. - mruknął.
-A rozumiem, to ty teraz chcesz się zemścić ? Tak ? O to ci chodzi ?
-Duśka - powiedział.
-Nie, zostaw mnie i wyjdź ! Tak będzie lepiej - warknęłam. Kiedy chciałam coś jeszcze dodać do mojego biura wszedł Adrian.
-Dominika, jest sprawa. - zaczął ale gdy nas zobaczył cofnął się. - Nie chciałem przeszkadzać może wrócę później ?
-Nie trzeba, Pan Ziemiański właśnie wychodzi - powiedziałam stanowczo. Nic nie powiedział tylko wyszedł.
-Co się stało Adrian ? - zapytałam i usiadłam przy biurku.
Adrian myślał, że go słucham. Nie wiem ile tak nawijał, ale z letargu wyrwało mnie moje imię.
-Dominika? Czy ty mnie słuchasz? - zapytał rozbawiony .
- CO ? A tak. Znaczy, możemy przełożyć to na inny dzień ? - zapytałam.
-Nie najlepszy dzień.
-Tragiczny, problemy sercowe. - mruknęłam.
-Możesz chcesz utopić smutki w jakimś dobrym drinku ?
-Chętnie - powiedziała - niestety dzisiaj jest to raczej nie możliwe, ponieważ idę na kolację.
-Rozumiem. Dobra, wyślę ci meila to co od ciebie potrzebuję.
-Dziękuję. - powiedziałam.
Przez resztę dnia tak na prawdę ukrywałam się przed ludźmi w sowim biurze. Na całe szczęście nikt nic ode mnie dzisiaj nie chciał. Bo gdyby ktoś coś chciał nie wiem co bym zrobiła. Chwilę po 18 wyłoniłam się ze swojego biura, ze wszystkimi rzeczami. Z racji tego, że zostałam przywieziona do pracy musiałam również poprosić o transport na kolację. Weszłam do biura Bartka, który jeszcze coś robił na laptopie.
-Bartuś - mruknęłam.
-Co jest ?
-Zbieramy się ? O 19 mam być u Grześka rodziców, a potrzebuję transportu.
-Już, a która godzina. ?
-18:06 - powiedziałam i usiadłam sobie.
-Jezu, co nic nie mówiłaś wcześniej.
-Bo sama się zasiedziałam. - mruknęłam.
-Ej, co jest ?- zapytał kucając przede mną.
-Jako kto ja tam idę ? No i po co niby ? - mruknęłam.
-Idziesz tam mała bo jesteś twarda. Oni cię uwielbiają.
-Myślisz, że ona tam będzie ?
-Grzesiek nie jest głupi, zrobi wszystko, żeby jej nie było. Uśmiechnij się i pokaż, że jesteś lepsza - powiedział.
-Dobrze
-Chodź.
Bartek zawiózł mnie pod sam dom. Wzięłam 3 głębokie wdechy i wyszłam z auta. Zapukałam do drzwi, które otworzył mi Grzesiek.
-Hej - powiedziałam.
-Cześć - uśmiechnął się - wejdź.
Weszłam niepewnie do domu, w którym prawie nic się nie zmieniło.
-Grzesiek kto to ? - krzyknęła Pani Alicja z kuchni.
-Dominika. !
-Dominisia ! - krzyknęła Pani Alicja wychodząc z kuchni, ba wybiegając.
-Dzień dobry Pani Alicjo. - uśmiechnęłam się.
-Jak dobrze cię widzieć. Wchodź, Olek zaraz wróci, bo pojechał jeszcze do sklepu. Zuza ! - krzyknęła w stronę schodów. Z których po chwili zbiegła Zuzka.
-No siema Duśka.
-Hej.
-Siadajcie dziewczynki sobie w pokoju.
-Może w czymś Pani pomóc? - zapytałam.
-Przestań kochanie jesteś naszym gościem przecież - powiedziała z uśmiechem. Razem z Zuzką usiadłam przy blacie w kuchni. Grzesiek nalał nam wina. Miło się rozmawiało. Pani Alicja jeszcze robiła deser.
-To może jednak pomogę ? - zapytałam - wie Pani, że nie lubię siedzieć bezczynnie.
-No dobrze, to chodź tutaj pomożesz mi z bitą śmietaną. -Kiedy tylko włączyłam mikser byłam cała brudna. Pani Alicja, Zuza i ja zaczęłyśmy się śmiać.
-Co się stało ? - wystraszony Grzesiek wpadł do kuchni, a my się śmiałyśmy. Włosy, twarz, ręce. Generalnie wszystko było w bitej śmietanie. Gdy nas zobaczył zaczął się śmiać z nami. - Sieroto. Ostrożnie się to robi.
-Ty się tam uspokój - zaśmiałam się.
-No pomóż Dusi, widzisz, że my z Zuzą całe ręce mamy brudne.
Grzesiek ze śmiechem wziął ręcznik papierowy i zaczął mi wycierać twarz.
-Mam lepszy pomysł. Idź Duśka do łazienki, a ty Grzesiek weź przynieś jej jakieś moje rzeczy.
-Dobra.
Poszłam do łazienki i zaczęłam się wycierać. Wyglądałam przekomicznie. Po chwili wszedł Grzesiek.
-Przyniosłem ci jakąś sukienkę od Zuzy - powiedział podając mi ją.
-Dziękuję, a masz tu jakąś suszarkę do włosów ? - zapytałam.
-Jest. - powiedział i podał mi z szafki. Po czym usiadł na brzegu wanny.
-Mógłbyś wyjść ? Chciała bym się przebrać.
-Nie mogę zostać ? - zapytał z zadziornym uśmiechem.
-Grzesiek - mruknęłam. Pocałował mnie.
-Nie chcę cię zranić. Chcę cię odzyskać. Rozumiesz ? Kochałem cię, kocham cię i zawsze będę cię kochał rozumiesz ?- powiedział. Obejmował mnie, byliśmy całkiem blisko, on swoje czoło oparł o moje. Poczułam, że moje oczy robią się mokre.
-Nie możemy - wydukałam cicho.
-Możemy, jeśli tego obydwoje chcemy.
-Też cię kocham, ale ty masz Paulinę, ślub. Nie chcę tego zniszczyć.
-Dusia, kochamy się, a ślub ? Zawsze może się zmienić Panna Młoda.
-Nic nie rozumiesz - mruknęłam. - Ja nie chcę ślubu, bynajmniej nie teraz.
-Dobrze zrobimy jak będziesz chciała, ale wiedź że ja cię kocham - powiedział.
-Grzesiek ! - krzyknęła Pani Alicja.
-Już idę.
-Chodź, chodź masz gościa - powiedziała. Pocałował mnie i wyszedł, a ja zostałam sama w tej łazience. Szybko się ogarnęłam.
Przykleiłam sztuczny uśmiech do twarzy i wyszłam.
-Jestem, w czymś pomóc ? - zapytałam, a Pani Alicja zaczęła się śmiać - Obiecuję już nie rozrabiać.
-Ale nic się nie stało, słonko. Wszystko gotowe.
-O Dominika - powiedział Pan Aleksander.
-Dzień dobry.
-No witam. Słyszałem co się wydarzyło.
-No mały niewypał - zaśmiałam się.- Zuza, daj mi proszę jakąś reklamówkę na tą moją sukienkę.
-Zostaw, wypierzemy to ci Zuza odda - powiedziała Pani Alicja.
-Dobra moje Panie, koniec paplania, siadamy do stołu. - powiedział Pan Aleksander. Wzięłam kieliszek z winem i usiadłam przy stole obok Zuzy, a po chwili przyszedł Grzesiek, z Pauliną. Myślałam, że padnę kiedy ją zobaczyłam.
-Ooo Dominika, a co ty tutaj robisz? - zapytała tym swoim słodkim głosem.
-Dostałam zaproszenie, nie wypadało odmówić. - Popatrzyłam na Grześka, jego wzrok mnie przepraszał.
-Dominika, powiedź nam coś ty w tych stanach robiła? - zapytała Pani Alicja przerywając ciszę.
-Pracowałam, żyłam. Wyszłam za mąż - powiedziałam.
-To masz męża ? O proszę i puścił cię tak samą. ? - zaśmiał się Pan Aleksander - Takiej kobiety jak ty samej się nigdzie nie wypuszcza - powiedział i puścił mi oczko.
-No niekoniecznie, już nie mam męża. To było krótkie małżeństwo. Jak Pan mówił, doceniłam co straciłam.
-Ale chłopcy mówili, że u Bartka pracujesz.
-Tak, zrobił mnie dyrektorem zarządzającym.
-No proszę, w końcu kobieta na stanowisku między wami. Ty tam się nie daj.
-Spokojnie Pani Alu, dam sobie z nimi radę.
-Mamo, kto jak kto, ale Duśka ma wprawę z nimi - zaśmiała się Zuza.
-Racja - powiedziała mama Grześka.
-Duśka, a pamiętasz jak pojechaliście pod namioty ? Miałaś ile ? 16 lat? - zaśmiał się Pan Olek.
-Tato, nie przypominaj - wszyscy się śmialiśmy, nawet Paula, sztucznie, ale się ceni.
-A co się wtedy wydarzyło ? - zapytała zaciekawiona narzeczona.
-Pojechaliśmy na tydzień pod namiot do Sławy, ja, Duśka i Bartek.
-Generalnie nie zapomnij o tym, że przez cały tydzień padało i mieliśmy tylko jedne namiot.
-Tak, to jest ważna informacja. W sumie, ty cwaniaro miałaś najlepiej.
-No raczej, a co chciałeś przytulać się do Bartka ? Dziwne to by było. A tak, jeden z jednej, drugi z drugiej bynajmniej czułam się bezpiecznie. - zaśmiałam się.
-Dominika, jak to było z tą antykoncepcją ? - zapytała moja niedoszła teściowa.
-Najlepsza antykoncepcja na wakacjach ? 3 osoby w jednym namiocie - zaśmiałam się. - Ale wszyscy mieli pewność, że pojechaliśmy w 3, to wrócimy w 3.
-Ale dlaczego mieliście tylko jeden namiot? - zapytał zdziwiona.
-Hmm, może dlatego, że Grzesiek zostawił namiot w garażu. - powiedziała Zuza.
-Bo im go schowałaś - powiedziała Pani Alicja.
-Cały czas byłem pewien, że to wina tego małego gnoma - zaśmiał się.
-Czepiasz się braciszku. Taki mały żarcik. - powiedziała rozbawiona Zuzka.
-Dominika, serio podobało ci się jeżdżenie pod namiot ?- zapytała zaskoczona Paula.
-No jasne, a czemu nie ? - zapytałam z uśmiechem.
-No wiesz, pająki, węże i inne robale. - powiedziała zniesmaczona.
-Od tego miałam swojego bohatera - mruknęłam, potem stwierdziłam, że mogłam ugryźć się w język. Zerknęłam na Grześka. Zakłopotanie wyczuła Zuza bo palnęła.
-Nawet dwóch. Z takimi herosami kto by się bał.
-Dusia, a co u rodziców ?-zgrabnie temat zmieniła Pani Alicja.
-Wszystko dobrze, pracują sobie. Wszystko na spokojnie.
-Jakie macie plany na święta ? - zapytał Aleksander.
-Nie mam jeszcze pojęcia. Jestem dopiero od 2 tygodni w kraju i nie wiem co się wydarzy.
-Może wpadniecie do nas w 1 lub 2 dzień świąt.
-Świetny pomysł - powiedziała Zuza.
-W drugi dzień świąt będą też moi rodzice, fajnie gdyby poznali przyjaciółkę i rodziców mojego Grzesia.
-Dziękuję Państwu za zaproszenie. Zapytam rodziców.
-Ja sobie zadzwonię do Basi, nie zmieniła numeru? -powiedziała Pani Ala.
-Nie.
-Dawno się z nimi nie widzieliśmy, prawda Olek ?
-Nie było jakoś okazji.
Kolacja minęła w miłym towarzystwie. Przyszedł czas na deser. Przesiedliśmy się na kanapę, a Pani Alicja poszła po deser. Chciałam pomóc więc pomogłam pozbierać talerze po kolacji. Kiedy byłyśmy w kuchni Pani Alicja powiedziała.
-Przepraszam Cię Dusia.
-Ale za co mnie Pani przeprasza ? - zapytałam zaskoczona.
-Obecność Pauliny nie była brana pod uwagę. Zaskoczyła nas, chcieliśmy uniknąć niezręcznych sytuacji.
-Pani Alicjo, moja obecność nie powinna być brana pod uwagę. Paulina to już prawie Pani synowa, ja ten temat skopałam 3 lata temu i muszę się z tym pogodzić - powiedziałam.
-Przestań Duśka pieprzyć farmazony - szturchnęła mnie Zuza. - To ty zawsze jesteś mile widziana u nas w domu, a nie ona. Popsuło się to trudno, ale dla mnie zawsze będziesz jak siostra.
-Dla mnie jak córka. - powiedziała Pani Alicja i mnie przytuliła.
-Przestańcie bo się popłaczę- mruknęłam wzruszona.
-No popatrzcie na nie, poszły po deser i ryczą. Czego Duśka ryczysz ? - zapytał Pan Olek ze śmiechem.
-Z radości, że mimo wszystko tak miło mnie Państwo traktują.
-Oj przestań, te baby tylko by płakały. Tłumaczyłem ci, że każdy w życiu popełnia błędy. Po za tym twój błąd nas nie dotknął. Teraz chodź idziemy jeść słodycze, bo mam nadzieję, ze nie jesteś na diecie, ?
-Aż tak się nie zmieniłam - zaśmiałam się. Przetarłam policzki i wróciliśmy.
Wieczór minął szybko, na śmiechu i wspomnieniach. W pewnym momencie zobaczyłam na zegarek była 22.
-O jezu, jak późno. Jak ja do domu wrócę. - mruknęłam.
-Odwiozę cię - powiedział Grzesiek.
-O to zabiorę się z Wami. Odwieziesz mnie skarbie ?
-Jasne, to idę tylko po rzeczy.
-Poczekam przed domem, zapalę jeszcze sobie.
Pożegnałam się i wyszłam, a Paulina razem ze mną. Odpaliłam papierosa, a ona popatrzyła na mnie zaskoczona.
-Mogę cię o coś zapytać ? - zapytała.
-Jasne, słucham.
-Jak ty to robisz, że rodzice Grześka tak cię uwielbiają. ?
-Wiesz, zawsze miałam z nimi dobry kontakt. Przyjaźnię się już długo z chłopakami, więc i Grześka i Bartka rodzice pamiętają mnie jako gówniarę. Spędziłam w tym domu część swojego życia. - powiedziałam.
-Nie wiem czy rodzice Grześka mnie kiedyś zaakceptują, a ślub niebawem.
-Będę trzymać kciuki. - powiedziała i Grzesiek wyszedł z domu.
Najpierw odwoziliśmy Paulinę. Droga minęła nam w ciszy. Pod jej domem przesiadłam się do przodu. Po paru minutach ciszy się odezwałam.
-Grzesiek, tak nie może dalej być. - mruknęłam.
-Nie rozumiem. - powiedział zaskoczony.
-Musimy ograniczyć spotkania moje z Pauliną. To jest dziwne. Ona nie powinna wiedzieć, że twoja była dziewczyna ma tak dobry kontakt z rodzicami. No i że spędzam z tobą tyle czasu. A przy kolejnym spotkaniu to wyjdzie na jaw.
-Zostawię ją - powiedział po chwili.
-Słucham ?- zapytałam zaskoczona.
-Nie mogę udawać, że ją kocham. Nie mogę się z nią kochać bo będę myśleć o tobie. Nie mogę się z nią ożenić, bo jej nie kocham. Kocham Ciebie rozumiesz. ? - zapytał stanowczym głosem.
-Przemyśl to proszę.
-Co mam przemyśleć ?
-Czy po tym co ci zrobiłam mi zaufasz ? Czy mój błąd nie będzie stanowił problemu. - powiedziałam, kiedy byliśmy u mnie pod klatką.
-Dobrze, ale ty też mi coś obiecaj.
-Co takiego ?
-Że jak tylko postanowisz, że chcesz spędzić ze mną resztę życia, nawet bez ślubu, papierków i niepotrzebnego zamieszania, powiesz mi o tym.
-Obiecuję - nikle się uśmiechnęłam.
Grzesiek się pochylił i mnie namiętnie pocałował. Nie opierałam się. Kochałam Go. Tęskniłam. Pragnęłam go. Miałam mętlik.
Rozsiadłam się wygodnie w swoim biurze przy otwartych drzwiach. Zaczęłam pracować. Siedziałam wpatrzona w laptopa analizując dokumenty, kiedy do mojego biura weszła Agnieszka.
-Hej można ? - Aga pracowała w kadrach.
-Jasne, wchodź. Co jest ? - zapytałam nie odrywając wzroku od laptopa. Poparzyła na mnie po czym zamknęła drzwi i usiadła na krześle. - Aga no co jest ? - zapytałam zaskoczona.
-Nie chcę cię osądzać. Bardzo cię lubię i generalnie jesteś miła, sympatyczna. No ale, wiesz ludzie gadają. - mruknęła.
-Co gadają ?- zaśmiałam się.
-Że pracę zyskałaś przez łóżko - mruknęła.
-Czyje? - wybuchnęłam śmiechem.
-No wiesz, pół firmy huczy od plotek, że ty i prezes sypiacie ze sobą.
-Ja i Bartek ?- zapytałam rozbawiona.
-No tak, wiesz. Mówi do ciebie Kwiatuszku, pojawiłaś się znikąd i zostałaś dyrektorem zarządzającym, do tego przyjeżdżacie razem, no i ktoś widział jak się całowaliście w kawiarni na dole.
-Aga, ja i Bartek znamy się kupę lat. Od zawsze prawie. Jest dla mnie jak brat.
-Nie neguję tego i nie wnikam co was łączy, ale wolałam ci powiedzieć niż miała byś usłyszeć co od ludzi. Rozumiesz ?
-Tak, dziękuję, że mnie poinformowałaś.
-Nie ma za co. Ja tam bym wolała wiedzieć wcześniej.
-Muszę z Bartkiem pogadać.
-No i od razu mówiłaś do niego na ty. Ja tu pracuję 3 lata i mówię na Pan.
-Agnieszka, Bartka poznałam za czasów liceum. Kochałam się w nim nie powiem, ale bez przesady.
-Zmieniając temat idziesz coś zjeść ?
-Ale, że już ? - zapytałam zaskoczona.
-Noo już 13 prawie.
-To idzimy.
Wzięłam portfel i kartę i telefony. Zamknęłam drzwi od biura i poszłam razem z koleżanką na dół. W małej kafejce siedziało trochę ludzi o nas i Bartek, który gadał przez telefon, a przy jego stoliku siedział Grzesiek i ojciec Grześka.
-Cholera - mruknęłam.
-Coś się stało ?- zapytała zaskoczona.
-Nie, nic takiego. Co bierzesz ?
-Ja dzisiaj kanapki, a ty ?
-Jogurt i sałatkę. Kawa do tego.
Wzięłyśmy tacę ze swoim jedzeniem i poszłyśmy szukać stolika. Aga zajęła miejsce, zaraz obok stolika Bartka. Bartek odłożył telefon i odwrócił się do nas.
-Duśka, sprawa jest. - powiedział.
-Odczep się, przerwę mam - mruknęłam, mając nadzieję, że mnie nie zauważy ojciec Grześka.
-Duśka ! To spraw życia i śmierci - powiedział podniesionym głosem, a Pan Aleksander podniósł wzrok.
-Dominika ? - zapytał zaskoczony.
-Witam Panie Aleksandrze - powiedziałam i poszłam się przywitać, od razu mnie przytulił. Jak córkę.
-Dominiczka, dziecko jak tyś się zmieniła.
-Niech Pan nie przesadza. Parę latek przybyło, parę dodatkowych kilogramów przywiozłam ze Stanów - mruknęłam.
-Śliczna jesteś słoneczko jak zawsze. Teraz Bartka firmę ratujesz ?
-Jakie ratuje - oburzył się mój szef. - Pomaga.
-Tak wyszło, dużo błędów popełniłam parę lat temu, ale na szczęście przyjaciele potrafią wybaczać. - powiedziałam zerkając na Grześka.
-Oj tam, pamiętaj młodość rządzi się swoimi prawami. A czasami, jak człowiek popełni jakąś głupotę, to potem bardziej doceni to co stracił i powiem ci nawet, że niektórzy dobrze na tym wyjdą.
Wiedziałam, że to co powiedział tato Grześka miało głębszy sens, jednak wszyscy udawaliśmy, że nie wiemy o co chodzi.
-Przepraszam was Panowie, ale wracam do koleżanki - powiedziałam z uśmiechem.
-Jasne, wpadnij do nas dzisiaj na kolację o 19 ? - powiedział Pan Aleksander.
-Nie, dziękuję za zaproszenie, ale.
-Nie ma żadnego ale. Musisz przyjechać. Jak powiem Alicji, że jesteś i odmówiłaś zaproszenia na kolację to się obrazi, a jestem pewien, że zrobi coś pysznego.
-Dobrze, w takim razie będę o 19.
-Do zobaczenia.
-Do zobaczenia, a ty jak coś chcesz wiesz gdzie mam biuro. Przyjdź za 30 minut - powiedziałam do Bartka. Wróciłam do stolika. Panowie się zebrali i poszli chyba do Bartka biura. Aga zapytała zaskoczona.
-Skąd znasz tak dobrze Ziemiańskiego ?
-Stare dzieje, nie ma co wspominać.
-Traktował cię jak córkę.
-No bo prawie byłam jego córką, ale nie ważne.
-Nie mów, że to ty byłaś tą dziewczyną co Młodego Ziemiańskiego w dupę kopnęła. ?
-Nie kopnęła po prostu zakochała się, wyjechała do Stanów i wyszła za mąż- powiedziałam i się sztucznie uśmiechnęłam.
-No coś ty - powiedziała,
-Ale skąd w ogóle takie rzeczy wiesz ?
-Nasza firma i firma Ziemiańskich współpracuje, a jak wiesz plotki szybko się rozchodzą.
-Czyli jestem sławna juhu - mruknęła. -Przepraszam cię, ale muszę wracać do pracy .
Zabrałam kawę, pożegnałam się i poszłam do siebie do biura. Kiedy weszłam, mój fotel się obrócił, a na nim siedział Grzesiek.
-Co ty tutaj robisz? - zapytałam wystraszona, szybko zamykając drzwi.
-Przyszedłem zapytać jakie wolisz wino - powiedział i oparł się o biurko. Odłożyłam na biurku wszystkie rzeczy i chciałam zająć swoje miejsce. Jednak on mnie złapał i przyciągnął do siebie.
-Czerwone - mruknęłam patrząc w jego piękne oczy.
-Przecież wiem - powiedział z zadziornym uśmiechem i nim się zorientowałam całowaliśmy się. Szybko jednak się odsunęłam.
-Nie możemy Grzesiek - powiedziałam stanowczo kładąc dłoń na jego klatce piersiowej.
-Dlaczego ?
-Na prawdę nie wiesz? - zapytałam zdenerwowana.
-Może mi wytłumaczysz ?
-Dlatego, że za 2 miesiące masz ślub. A ja nie chcę mieć poczucia, że cię odzyskałam, żeby zaraz cię stracić.
-Jakoś to, że ja chciałem ci się oświadczyć nie przeszkadzało ci w tym, żeby mnie zostawić i wyjechać z tym dupkiem do Stanów. - mruknął.
-A rozumiem, to ty teraz chcesz się zemścić ? Tak ? O to ci chodzi ?
-Duśka - powiedział.
-Nie, zostaw mnie i wyjdź ! Tak będzie lepiej - warknęłam. Kiedy chciałam coś jeszcze dodać do mojego biura wszedł Adrian.
-Dominika, jest sprawa. - zaczął ale gdy nas zobaczył cofnął się. - Nie chciałem przeszkadzać może wrócę później ?
-Nie trzeba, Pan Ziemiański właśnie wychodzi - powiedziałam stanowczo. Nic nie powiedział tylko wyszedł.
-Co się stało Adrian ? - zapytałam i usiadłam przy biurku.
Adrian myślał, że go słucham. Nie wiem ile tak nawijał, ale z letargu wyrwało mnie moje imię.
-Dominika? Czy ty mnie słuchasz? - zapytał rozbawiony .
- CO ? A tak. Znaczy, możemy przełożyć to na inny dzień ? - zapytałam.
-Nie najlepszy dzień.
-Tragiczny, problemy sercowe. - mruknęłam.
-Możesz chcesz utopić smutki w jakimś dobrym drinku ?
-Chętnie - powiedziała - niestety dzisiaj jest to raczej nie możliwe, ponieważ idę na kolację.
-Rozumiem. Dobra, wyślę ci meila to co od ciebie potrzebuję.
-Dziękuję. - powiedziałam.
Przez resztę dnia tak na prawdę ukrywałam się przed ludźmi w sowim biurze. Na całe szczęście nikt nic ode mnie dzisiaj nie chciał. Bo gdyby ktoś coś chciał nie wiem co bym zrobiła. Chwilę po 18 wyłoniłam się ze swojego biura, ze wszystkimi rzeczami. Z racji tego, że zostałam przywieziona do pracy musiałam również poprosić o transport na kolację. Weszłam do biura Bartka, który jeszcze coś robił na laptopie.
-Bartuś - mruknęłam.
-Co jest ?
-Zbieramy się ? O 19 mam być u Grześka rodziców, a potrzebuję transportu.
-Już, a która godzina. ?
-18:06 - powiedziałam i usiadłam sobie.
-Jezu, co nic nie mówiłaś wcześniej.
-Bo sama się zasiedziałam. - mruknęłam.
-Ej, co jest ?- zapytał kucając przede mną.
-Jako kto ja tam idę ? No i po co niby ? - mruknęłam.
-Idziesz tam mała bo jesteś twarda. Oni cię uwielbiają.
-Myślisz, że ona tam będzie ?
-Grzesiek nie jest głupi, zrobi wszystko, żeby jej nie było. Uśmiechnij się i pokaż, że jesteś lepsza - powiedział.
-Dobrze
-Chodź.
Bartek zawiózł mnie pod sam dom. Wzięłam 3 głębokie wdechy i wyszłam z auta. Zapukałam do drzwi, które otworzył mi Grzesiek.
-Hej - powiedziałam.
-Cześć - uśmiechnął się - wejdź.
Weszłam niepewnie do domu, w którym prawie nic się nie zmieniło.
-Grzesiek kto to ? - krzyknęła Pani Alicja z kuchni.
-Dominika. !
-Dominisia ! - krzyknęła Pani Alicja wychodząc z kuchni, ba wybiegając.
-Dzień dobry Pani Alicjo. - uśmiechnęłam się.
-Jak dobrze cię widzieć. Wchodź, Olek zaraz wróci, bo pojechał jeszcze do sklepu. Zuza ! - krzyknęła w stronę schodów. Z których po chwili zbiegła Zuzka.
-No siema Duśka.
-Hej.
-Siadajcie dziewczynki sobie w pokoju.
-Może w czymś Pani pomóc? - zapytałam.
-Przestań kochanie jesteś naszym gościem przecież - powiedziała z uśmiechem. Razem z Zuzką usiadłam przy blacie w kuchni. Grzesiek nalał nam wina. Miło się rozmawiało. Pani Alicja jeszcze robiła deser.
-To może jednak pomogę ? - zapytałam - wie Pani, że nie lubię siedzieć bezczynnie.
-No dobrze, to chodź tutaj pomożesz mi z bitą śmietaną. -Kiedy tylko włączyłam mikser byłam cała brudna. Pani Alicja, Zuza i ja zaczęłyśmy się śmiać.
-Co się stało ? - wystraszony Grzesiek wpadł do kuchni, a my się śmiałyśmy. Włosy, twarz, ręce. Generalnie wszystko było w bitej śmietanie. Gdy nas zobaczył zaczął się śmiać z nami. - Sieroto. Ostrożnie się to robi.
-Ty się tam uspokój - zaśmiałam się.
-No pomóż Dusi, widzisz, że my z Zuzą całe ręce mamy brudne.
Grzesiek ze śmiechem wziął ręcznik papierowy i zaczął mi wycierać twarz.
-Mam lepszy pomysł. Idź Duśka do łazienki, a ty Grzesiek weź przynieś jej jakieś moje rzeczy.
-Dobra.
Poszłam do łazienki i zaczęłam się wycierać. Wyglądałam przekomicznie. Po chwili wszedł Grzesiek.
-Przyniosłem ci jakąś sukienkę od Zuzy - powiedział podając mi ją.
-Dziękuję, a masz tu jakąś suszarkę do włosów ? - zapytałam.
-Jest. - powiedział i podał mi z szafki. Po czym usiadł na brzegu wanny.
-Mógłbyś wyjść ? Chciała bym się przebrać.
-Nie mogę zostać ? - zapytał z zadziornym uśmiechem.
-Grzesiek - mruknęłam. Pocałował mnie.
-Nie chcę cię zranić. Chcę cię odzyskać. Rozumiesz ? Kochałem cię, kocham cię i zawsze będę cię kochał rozumiesz ?- powiedział. Obejmował mnie, byliśmy całkiem blisko, on swoje czoło oparł o moje. Poczułam, że moje oczy robią się mokre.
-Nie możemy - wydukałam cicho.
-Możemy, jeśli tego obydwoje chcemy.
-Też cię kocham, ale ty masz Paulinę, ślub. Nie chcę tego zniszczyć.
-Dusia, kochamy się, a ślub ? Zawsze może się zmienić Panna Młoda.
-Nic nie rozumiesz - mruknęłam. - Ja nie chcę ślubu, bynajmniej nie teraz.
-Dobrze zrobimy jak będziesz chciała, ale wiedź że ja cię kocham - powiedział.
-Grzesiek ! - krzyknęła Pani Alicja.
-Już idę.
-Chodź, chodź masz gościa - powiedziała. Pocałował mnie i wyszedł, a ja zostałam sama w tej łazience. Szybko się ogarnęłam.
Przykleiłam sztuczny uśmiech do twarzy i wyszłam.
-Jestem, w czymś pomóc ? - zapytałam, a Pani Alicja zaczęła się śmiać - Obiecuję już nie rozrabiać.
-Ale nic się nie stało, słonko. Wszystko gotowe.
-O Dominika - powiedział Pan Aleksander.
-Dzień dobry.
-No witam. Słyszałem co się wydarzyło.
-No mały niewypał - zaśmiałam się.- Zuza, daj mi proszę jakąś reklamówkę na tą moją sukienkę.
-Zostaw, wypierzemy to ci Zuza odda - powiedziała Pani Alicja.
-Dobra moje Panie, koniec paplania, siadamy do stołu. - powiedział Pan Aleksander. Wzięłam kieliszek z winem i usiadłam przy stole obok Zuzy, a po chwili przyszedł Grzesiek, z Pauliną. Myślałam, że padnę kiedy ją zobaczyłam.
-Ooo Dominika, a co ty tutaj robisz? - zapytała tym swoim słodkim głosem.
-Dostałam zaproszenie, nie wypadało odmówić. - Popatrzyłam na Grześka, jego wzrok mnie przepraszał.
-Dominika, powiedź nam coś ty w tych stanach robiła? - zapytała Pani Alicja przerywając ciszę.
-Pracowałam, żyłam. Wyszłam za mąż - powiedziałam.
-To masz męża ? O proszę i puścił cię tak samą. ? - zaśmiał się Pan Aleksander - Takiej kobiety jak ty samej się nigdzie nie wypuszcza - powiedział i puścił mi oczko.
-No niekoniecznie, już nie mam męża. To było krótkie małżeństwo. Jak Pan mówił, doceniłam co straciłam.
-Ale chłopcy mówili, że u Bartka pracujesz.
-Tak, zrobił mnie dyrektorem zarządzającym.
-No proszę, w końcu kobieta na stanowisku między wami. Ty tam się nie daj.
-Spokojnie Pani Alu, dam sobie z nimi radę.
-Mamo, kto jak kto, ale Duśka ma wprawę z nimi - zaśmiała się Zuza.
-Racja - powiedziała mama Grześka.
-Duśka, a pamiętasz jak pojechaliście pod namioty ? Miałaś ile ? 16 lat? - zaśmiał się Pan Olek.
-Tato, nie przypominaj - wszyscy się śmialiśmy, nawet Paula, sztucznie, ale się ceni.
-A co się wtedy wydarzyło ? - zapytała zaciekawiona narzeczona.
-Pojechaliśmy na tydzień pod namiot do Sławy, ja, Duśka i Bartek.
-Generalnie nie zapomnij o tym, że przez cały tydzień padało i mieliśmy tylko jedne namiot.
-Tak, to jest ważna informacja. W sumie, ty cwaniaro miałaś najlepiej.
-No raczej, a co chciałeś przytulać się do Bartka ? Dziwne to by było. A tak, jeden z jednej, drugi z drugiej bynajmniej czułam się bezpiecznie. - zaśmiałam się.
-Dominika, jak to było z tą antykoncepcją ? - zapytała moja niedoszła teściowa.
-Najlepsza antykoncepcja na wakacjach ? 3 osoby w jednym namiocie - zaśmiałam się. - Ale wszyscy mieli pewność, że pojechaliśmy w 3, to wrócimy w 3.
-Ale dlaczego mieliście tylko jeden namiot? - zapytał zdziwiona.
-Hmm, może dlatego, że Grzesiek zostawił namiot w garażu. - powiedziała Zuza.
-Bo im go schowałaś - powiedziała Pani Alicja.
-Cały czas byłem pewien, że to wina tego małego gnoma - zaśmiał się.
-Czepiasz się braciszku. Taki mały żarcik. - powiedziała rozbawiona Zuzka.
-Dominika, serio podobało ci się jeżdżenie pod namiot ?- zapytała zaskoczona Paula.
-No jasne, a czemu nie ? - zapytałam z uśmiechem.
-No wiesz, pająki, węże i inne robale. - powiedziała zniesmaczona.
-Od tego miałam swojego bohatera - mruknęłam, potem stwierdziłam, że mogłam ugryźć się w język. Zerknęłam na Grześka. Zakłopotanie wyczuła Zuza bo palnęła.
-Nawet dwóch. Z takimi herosami kto by się bał.
-Dusia, a co u rodziców ?-zgrabnie temat zmieniła Pani Alicja.
-Wszystko dobrze, pracują sobie. Wszystko na spokojnie.
-Jakie macie plany na święta ? - zapytał Aleksander.
-Nie mam jeszcze pojęcia. Jestem dopiero od 2 tygodni w kraju i nie wiem co się wydarzy.
-Może wpadniecie do nas w 1 lub 2 dzień świąt.
-Świetny pomysł - powiedziała Zuza.
-W drugi dzień świąt będą też moi rodzice, fajnie gdyby poznali przyjaciółkę i rodziców mojego Grzesia.
-Dziękuję Państwu za zaproszenie. Zapytam rodziców.
-Ja sobie zadzwonię do Basi, nie zmieniła numeru? -powiedziała Pani Ala.
-Nie.
-Dawno się z nimi nie widzieliśmy, prawda Olek ?
-Nie było jakoś okazji.
Kolacja minęła w miłym towarzystwie. Przyszedł czas na deser. Przesiedliśmy się na kanapę, a Pani Alicja poszła po deser. Chciałam pomóc więc pomogłam pozbierać talerze po kolacji. Kiedy byłyśmy w kuchni Pani Alicja powiedziała.
-Przepraszam Cię Dusia.
-Ale za co mnie Pani przeprasza ? - zapytałam zaskoczona.
-Obecność Pauliny nie była brana pod uwagę. Zaskoczyła nas, chcieliśmy uniknąć niezręcznych sytuacji.
-Pani Alicjo, moja obecność nie powinna być brana pod uwagę. Paulina to już prawie Pani synowa, ja ten temat skopałam 3 lata temu i muszę się z tym pogodzić - powiedziałam.
-Przestań Duśka pieprzyć farmazony - szturchnęła mnie Zuza. - To ty zawsze jesteś mile widziana u nas w domu, a nie ona. Popsuło się to trudno, ale dla mnie zawsze będziesz jak siostra.
-Dla mnie jak córka. - powiedziała Pani Alicja i mnie przytuliła.
-Przestańcie bo się popłaczę- mruknęłam wzruszona.
-No popatrzcie na nie, poszły po deser i ryczą. Czego Duśka ryczysz ? - zapytał Pan Olek ze śmiechem.
-Z radości, że mimo wszystko tak miło mnie Państwo traktują.
-Oj przestań, te baby tylko by płakały. Tłumaczyłem ci, że każdy w życiu popełnia błędy. Po za tym twój błąd nas nie dotknął. Teraz chodź idziemy jeść słodycze, bo mam nadzieję, ze nie jesteś na diecie, ?
-Aż tak się nie zmieniłam - zaśmiałam się. Przetarłam policzki i wróciliśmy.
Wieczór minął szybko, na śmiechu i wspomnieniach. W pewnym momencie zobaczyłam na zegarek była 22.
-O jezu, jak późno. Jak ja do domu wrócę. - mruknęłam.
-Odwiozę cię - powiedział Grzesiek.
-O to zabiorę się z Wami. Odwieziesz mnie skarbie ?
-Jasne, to idę tylko po rzeczy.
-Poczekam przed domem, zapalę jeszcze sobie.
Pożegnałam się i wyszłam, a Paulina razem ze mną. Odpaliłam papierosa, a ona popatrzyła na mnie zaskoczona.
-Mogę cię o coś zapytać ? - zapytała.
-Jasne, słucham.
-Jak ty to robisz, że rodzice Grześka tak cię uwielbiają. ?
-Wiesz, zawsze miałam z nimi dobry kontakt. Przyjaźnię się już długo z chłopakami, więc i Grześka i Bartka rodzice pamiętają mnie jako gówniarę. Spędziłam w tym domu część swojego życia. - powiedziałam.
-Nie wiem czy rodzice Grześka mnie kiedyś zaakceptują, a ślub niebawem.
-Będę trzymać kciuki. - powiedziała i Grzesiek wyszedł z domu.
Najpierw odwoziliśmy Paulinę. Droga minęła nam w ciszy. Pod jej domem przesiadłam się do przodu. Po paru minutach ciszy się odezwałam.
-Grzesiek, tak nie może dalej być. - mruknęłam.
-Nie rozumiem. - powiedział zaskoczony.
-Musimy ograniczyć spotkania moje z Pauliną. To jest dziwne. Ona nie powinna wiedzieć, że twoja była dziewczyna ma tak dobry kontakt z rodzicami. No i że spędzam z tobą tyle czasu. A przy kolejnym spotkaniu to wyjdzie na jaw.
-Zostawię ją - powiedział po chwili.
-Słucham ?- zapytałam zaskoczona.
-Nie mogę udawać, że ją kocham. Nie mogę się z nią kochać bo będę myśleć o tobie. Nie mogę się z nią ożenić, bo jej nie kocham. Kocham Ciebie rozumiesz. ? - zapytał stanowczym głosem.
-Przemyśl to proszę.
-Co mam przemyśleć ?
-Czy po tym co ci zrobiłam mi zaufasz ? Czy mój błąd nie będzie stanowił problemu. - powiedziałam, kiedy byliśmy u mnie pod klatką.
-Dobrze, ale ty też mi coś obiecaj.
-Co takiego ?
-Że jak tylko postanowisz, że chcesz spędzić ze mną resztę życia, nawet bez ślubu, papierków i niepotrzebnego zamieszania, powiesz mi o tym.
-Obiecuję - nikle się uśmiechnęłam.
Grzesiek się pochylił i mnie namiętnie pocałował. Nie opierałam się. Kochałam Go. Tęskniłam. Pragnęłam go. Miałam mętlik.
Komentarze
Prześlij komentarz