Hejo. hej. Część druga już dla was. Dajcie znać co sądzicie ? :)
Tak jak było ustalone, Bartek odstawił mnie do domu żebym mogła się przebrać. Weszłam zadowolona do mieszkania.
-A ty coś taka zadowolona ? - zapytała mama, kiedy wpadła na mnie na przedpokoju.
-No wiesz mamo, jest parę powodów. - zaśmiałam się ściągając kurtkę i buty.
-Na przykład? - zapytała zdziwiona.
-Na przykład, dzisiaj jest piątek i wychodzę.
-Z kim ?
-Mamo, serio ? Jestem już dorosła.
-Wiem, jednak mieszkasz z nami i nie chcę się o ciebie martwić.
-Z Bartkiem wychodzę na miasto. Spokojnie, będzie mnie pilnował.
Poszłam do swojego pokoju i stanęłam przed szafą zastanawiając się co by tu założyć. Wiedziałam, że jest osoba, która mi na pewno pomoże. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Leny .
--Taaak ? - usłyszałam w słuchawce.
-Hej maleńka. Czy ty już zaczęłaś swój romantyczny wieczór. ?
--Jeszcze nie, spokojnie. Co się stało ?
-Wychodzę dzisiaj z Bartkiem, znaczy jedziemy na zjazd jak kiedyś, nie wiem w co się ubrać - mruknęłam.
--Z Bartkiem powiadasz ?
-Owszem, ale skup się co mam ubrać.
--Skórzane spodnie, biały krótki top, czarną skórę .- wymieniała.
-Koleżanko, przypominam, że mamy grudzień i jest dość zimno.
--Wiem, dlatego do tego załóż futerko, kamizelkę, botki.
-Botki na słupku - zaśmiałam się.
--Owszem. Czy ty coś jeszcze potrzebujesz? Krystek już wrócił do domu.
-Dziękuję, kocham cię.
--Ja ciebie też, jutro się widzimy. ?
-Tak, dam znać jak wstanę. Miłego wieczoru.
--Baw się dobrze - powiedziała i się rozłączyła.
Wzięłam szybki prysznic. Włosy wysuszyłam i zrobiłam delikatne loki. Jeśli chodzi o makijaż to tylko mocno podkreśliłam oczy i usta. Resztę dość naturalną zostawiłam. Nim się obejrzałam, a była godzina 20. A po 20 miał być po mnie Bartek. Chwilę po ósmej dostałam sms, że już na mnie czeka. Założyłam botki na słupku i skórkę, a na to futerko. Przez ramię przełożyłam małą czarną torebkę, na srebrnym łańcuszku, do której wszedł mi tylko telefon, klucze, dokumenty i paczka papierosów. Po klatką stało zaparkowane czarne bmw, o które opierał się mój przyjaciel i palił papierosa.
-Hej kwiatuszku - powiedział z uśmiechem.
-No cześć - powiedziałam, kiedy podeszłam do niego dostałam buziaka w policzek.
-Palisz ?
-A no zapalę. - powiedziałam i wyciągnęłam papierosy. - Tym się teraz wozisz ? - zapytałam zaskoczona, oglądając jego cacko.
-A kto bogatemu zabroni. - zaśmiał się.
-Dalej się bawisz w wyścigi ?- zapytałam.
-Czasami, nie tak często jak kiedyś, ale czemu nie.
-Ta sama ekipa co kiedyś była ?
-W sumie tak. Wiadomo trochę się pozmieniało.
-A czy .. - nie skończyłam pytania.
-Czasami się pojawia i to rzadziej niż ja. Dobra wskakuj i jedziemy kwiatuszku - powiedział, kiedy spaliliśmy.
Patrząc na Bartka z boku na co dzień, wątpię żeby ktoś go sobie wyobrażał na nielegalnych wyścigach i wyglądającego tak jak teraz. W czasie tygodnia to raczej spokojny facet, chodzący w garniaku. Jednak kiedy przychodzi weekend od kiedy pamiętam to Bartek zakładał jeansy, obcisłe t-shirty, które podkreślały jego muskulaturę, czarną skórę. Wyglądał zupełnie inaczej.
-Kwiatuszku - powiedział po chwili.
-Słucham ciebie robaczku - zaśmiałam się.
-Czy ty wybierasz się dzisiaj na podryw ? - zapytał dość poważnie.
-Nie, po prostu nie chciałam ci przynieść wstydu.
-Ty ? A w życiu pięknym - zaśmiał się.
Nie wiem po jakim czasie, ale byliśmy na miejscu. Skąd wiedziałam ? Wjechaliśmy na ogromny plac, gdzie był ogrom aut sportowych. Bartek popatrzył na mnie z zadziornym uśmiechem.
-Gotowa? - zapytał.
-Całe życie. - zaśmiałam się. Zadowolona wysiadłam z auta.
Było sporo nieznanych mi twarzy, ale od razu prawie w oczy rzucił mi się kolega Bartka, którego znałam dość dobrze. Kiedy zobaczył swojego kumpla uśmiechnął się i ruszył w naszą stronę. Oparłam się o maskę i obserwowałam jak z uśmiechem wita się z Bartkiem.
-A ty co stary w końcu znalazłeś sobie jakąś nową pannę ? - zapytał mierząc mnie wzrokiem.
-Ciebie też Gargamelku miło widzieć, po tak długim czasie - zaśmiałam się.
-Duśka ? Nie możliwe. - zapytał zaskoczony.
-No a jednak - zaśmiałam się.
-Chodź tu mała - powiedział i mocno mnie przytulił - Co ty tutaj robisz? - zapytał.
-Jestem, bawię się - zaśmiałam się. - Powiedziałam Bartkowi, że chce się napić w miłym towarzystwie i mnie tu przywiózł, więc widzę, że nic się nie zmieniło.
-No może trochę towarzystwo. Ale jak jesteś ty to wszystko już prawie po staremu. Chodź na piwo.
-To chodźmy .
Poszłam razem z chłopakami do jednego z aut, gdzie był alkohol. Bartek podał mi piwo. Oparłam się o jakieś czarne Volvo, które było podobne do tego co Grzesiek kiedyś miał. Było dużo znajomych i każdy się dziwił kiedy mnie widział.
-No dobra laska, a teraz jak na spowiedzi, gdzie się szlajałaś ? - zapytała Ada, jedyna chyba normalna dziewczyna wśród towarzystwa, a w dodatku ona nie była niczyją osobą towarzyszącą.
-Siedziałam trochę w Nowym Jorku. Trochę tu trochę tam.
-Co cię tam wygnało ?
-Miłość Adka - zaśmiałam się sztucznie.
-No co ty? Gdzie ten twój przystojniak w takim bądź razie ? - zapytała z ogromnym uśmiechem.
-Tam gdzie go zostawiłam.
-No co ty ?
-No, Nowy Jork jest piękny, ale nie dla mnie. Tutaj zostawiłam wszystko co najważniejsze. Trochę za późno się zorientowałam, ale człowiek ponoć uczy się na własnych błędach.
-Szkoda, że nie można na czyiś co nie ? - powiedziała.
-No niestety.
-Ale jesteś z nami to jest teraz najważniejsze. Wiesz jak tutaj nudno było bez ciebie. Nie ma tu chyba żadnej normalnej laski poza tobą. Wszystkie sztuczne i nadmuchane.
-To pogadaj z kolegami o tym - powiedziałam ze śmiechem. Już nic nie było udawane.
-O czym Aduś masz z nami pogadać ? O czym twoja koleżanka mówi ? - usłyszałam ten głos i zesztywniałam cała, ze stresu.
Już wiedziałam, że Bartek zginie dzisiejszej nocy marnie. Miało go tu nie być.
-Adka no przedstaw mi swoją koleżankę. - powiedział, a ja się powoli uśmiechnęła. Widziałam minę Ady, która była zdekoncentrowana. Nie do końca wiedziała co zaraz się wydarzy.
-My to się już znamy - powiedziałam, w momencie kiedy się odwracałam - Cześć Grzesiek.
-Dominika? - zapytał zaskoczony. Wcięło go. Mnie też.
-W całej okazałości.
-Cześć, nie poznałem cię. Przepraszam.
-Nie masz za co. Trochę czasu jednak minęło, co nie ?
-No minęło trochę. Dobrze wyglądasz.
-Dzięki - mruknęłam i napiłam się.
-Sorki laska, muszę lecieć, bo mnie Gargamel woła. - powiedziała Ada i się zmyła. My staliśmy chwilę w ciszy, w końcu obydwoje oparliśmy się o maskę.
-To co u Ciebie słychać ? - zapytałam.
-Nic ciekawego - mruknął wzruszając ramionami.
-Słyszałam, że się żenisz. ? - zapytałam.
-Taa- mruknął i napił się piwa - powiedź lepiej co u ciebie ? To ty byłaś w wielkim świecie. Czemu wróciłaś ?
-Manhattan rzeczywiście jest wielki, ale było by milej oglądać go codziennie gdybym była szczęśliwa.
-Nie byłaś ? - zapytał.
-Na początku i owszem, ale potem - zaczęłam, ale stwierdziłam, że nie powinnam kończyć. - Powinnam cię przeprosić - powiedziałam cicho. Popatrzył na mnie zaskoczony.
-Za co ?
-Może za to że zachowałam się jak szmata ? - zapytałam retorycznie.
-Duśka.
-Nie Grzesiek, zrobiłam ci świństwo. Zachowałam się strasznie nie w porządku wobec ciebie. Najbardziej żałuję, że gdy to zrozumiałam było już za późno.
-Jak widzisz pozbierałem się, jestem dużym chłopcem i umiem wychodzić z opresji. Ułożyłem sobie życie na nowo. Hajtam się całkiem niedługo, firma dobrze się kręci, więc nie mam na co narzekać.
-Jesteś szczęśliwy ? - zapytałam patrząc na niego uważnie. Zaśmiał się cicho.
-Szczęśliwy już raz byłem i dostałem po dupie, a teraz, po prostu chcę sobie życie ułożyć.
-Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz to co zrobiłam.
-Duśka, proszę cię nie rozmawiajmy teraz o tym - powiedział, kiedy zobaczył jak szczupła blondynka szła w naszą stronę.
-Heej kochanie - powiedziała przesłodzonym głosem i się do niego przyssała. -Nie przedstawisz nas sobie ? - zapytała patrząc na mnie.
-To Duśka, nasza przyjaciółka. Duśka to Paula moja narzeczona.
-Hej, Dominika miło mi.
-Mi również, to to jest ta sławna Doma ? - powiedział z uśmiechem, ona była tak sztuczna.
-Sławna ? - zapytałam zaskoczona.
-No tak, Bartek jak i mój Grzesiek zresztą mają mnóstwo twoich zdjęć. Słyszałam, że byłaś w Stanach z facetem.
-Tak, mieszkałam w Nowym Jorku.
-OO a w jakiej części ?
-Miałam apartament na Manhattanie.
-O jejku ty farciaro, my też misiu kiedyś pojedziemy do Stanów prawda ?
-Tak, tak.
-Przereklamowane miasto, lepiej jechać do LA.
-To jak będziemy się wybierać, to podpowiesz nam gdzie pojechać najlepiej i co zobaczyć.
-Jaasne - powiedziałam z udawanym entuzjazmem.
-Na stałe wróciłaś ? - zapytał Grzesiek.
-Taki mam plan. Pracę już znalazłam, teraz szukam tylko mieszkania żeby rodzicom za długo na głowie siedzieć.
-Pozdrów rodziców. Gdzie pracujesz?
-U mnie - powiedział Bartek zjawiając się i obejmując mnie w pasie i całując w czoło.
-U Ciebie ? - zapytał zaskoczony Grzesiek.
-Stary, gdybyś zobaczył jej CV i zdolności negocjacji uwierz dałbyś wszystkie pieniądze świata, żeby mieć ją tylko dla siebie.
-Uwierz mi, że wiem co ona potrafi - powiedział patrząc na mnie.
-A ty Misiaczku skąd wiesz niby ? - zaśmiała się Paula.
-Pracowaliśmy kiedyś razem, znaczy pomagałam Grześkowi w firmie. - powiedziałam szybko
-O proszę, ja tam się nie znam na tych wszystkich papierkach. Ale misiaczek mój to akceptuje - powiedziała i go przytuliła.
-Idę się napić - powiedziałam i poszłam po piwo.
Stanęłam z boku i popatrzyłam się na nich. Dużo się zmieniło. Chwilę tak stałam, kiedy usłyszałam.
-Nie pasują do siebie co nie ? - szybko się odwróciłam i zobaczyłam Zuzę, siostrę Grześka.
-Zuźka - krzyknęłam zadowolona - Co ty tutaj robisz ?
-Jestem już jakby pełnoletnia i mam pozwolenie od brata wyobraź sobie.
-Czemu dopiero teraz przyszłaś się przywitać. ?
-Dopiero przyjechałam. - powiedziała. - Jak tam ? Jak życie ?
-A dobrze, niedawno wróciłam. Pracuję u Bartka w firmie, kręci się po prostu.
-Tyle to wiem, a coś nowego ? - zapytała.
-Skąd wiesz. ?
-No bo wszyscy wiedzą.
-Zuza, wie tylko Bartek i moi rodzice, że u niego pracuję. Tłumacz się.
-Oj no Bartek mi powiedział ostatnio jak się spotkaliśmy na imprezie.
-Okej.
-Do ślubu nie dojdzie - powiedziała, kiedy patrzyłam się w stronę 3, od której uciekłam.
-CO ?
-No nie dojdzie do ślubu, jak powiesz mojemu bratu co do niego czujesz.
-Zuza, nie wygłupiaj się.
-No co ? Przecież to widać, że go kochasz. A ona leci tylko na jego kasę.
-Możemy o tym nie gadać ? - zapytałam,
-Możemy, chodź się pobawić.
Nie pamiętam kiedy ostatni raz się tak dobrze bawiłam. Ostatnia impreza na jakiej byłam w Nowym Jorku to był wystawny bankiet, gdzie nie mogłam swobodnie tańczyć. Tutaj było zupełnie inaczej. Tańczenie na ulicy, pomiędzy drogimi sportowymi brykami. W każdej chwili mogła przyjechać policja i były by problemy. Dużo śmiechu, zabawy oraz piwa. Kiedy szłam po kolejne piwo wpadłam na kogoś. Byłam już delikatnie podchmielona.
-Upsik, przepraszam - powiedziałam.
-Nic się nie stało, jesteś cała ? - zapytał, przystojny, napakowany i opalony blondyn.
-Owszem. Duśka jestem - powiedziałam.
-Miło mi Daniel.
-Miło cię Danielu poznać.
-Gdzie się wybierasz?
-Idę po piwo. Muszę się napić od tego tańczenia zaschło mi w gardle.
-No to zapraszam - powiedział. Poszli po piwo i pogadaliśmy.
Z butelkami w ręce usiedliśmy na masce, jego czarnego AUDI.
-Pierwszy raz tutaj ? Nigdy wcześniej cię tutaj nie widziałem.
-Coś ty, jestem tu po dość długiej przerwie.
-Czym ta przerwa była spowodowana ?
-A długa historia.
Chłopak opowiadał śmieszne historyjki. Dobrze się z nim bawiłam. Kochałam swoich przyjaciół, ale taka odskocznia dobrze mi zrobiła.
-Poczekaj, masz tu coś - powiedział i położył mi rękę na policzku, a po chwili się całowaliśmy. Kiedy się od siebie odsunęliśmy powiedziałam.
-To było - nie dokończyłam bo wciął mi się w słowo.
-Niesamowite - uśmiechnął się, nie do końca wiedziałam co powiedzieć więc się napiłam. Chłopak był bardzo śmiały, jego ręka znalazła się na moim kolanie. Podeszła do nas Zuźka.
-Daniel, nie wyrywaj tylko Duśki. - zaśmiała się.
-Zuźka, słonko. Jestem dorosła.
-No tak, cały czas zapominam.
-Skąd się znacie ? - zapytał zaciekawiony chłopak.
-Duśkę znam mam wrażenie, że od zawsze. - zaśmiała się.
-Przyjaźń z podwórka ? - zaśmiał się.
-No nie do końca - powiedziałam, - A wy skąd się znacie ? - zapytałam.
-Ze szkoły - powiedział - Chodzimy do równoległej klasy - powiedział, a ja zakrztusiłam się piwem. On miał 19 lat, ja 24. To nie mogło się wydarzyć.
-Dusia okej ? - zapytała ze śmiechem Zuzka.
-To ty masz 19 lat ?
-W sumie to 18.
-Olaboga.
-Coś się stało ?
-Nie spoko, Zuza idziesz ze mną Bartka poszukać ?
-Jasne.
-To pa - pożegnałam się z kolegą i uciekłam.
-Co się stało ?
-Zuzka jak to możliwe, że on ma 18 lat?
-Normalnie, a co ?
-Przecież ja się z nim całowałam. - Zuza zaczęła się panicznie śmiać.- To jest mało zabawne bo mogło się więcej wydarzyć. - Zuza dostała ataku śmiechu.
Kiedy tak Zuza mocno się ze mnie śmiała podeszli do nasz Bartek z Grześkiem i Paulą, a zaraz pojawiła się jeszcze Ada.
-Ty sister, coś ty brała ? - zapytał zaniepokojony Grzesiek.
-Nic - powiedziała przez śmiech.
-Zuza, to nie jest zabawne.
-Jak nie.
-Co się stało ? - zapytał mocno zainteresowany Bartek.
-Mało brakowało, a Duśka zaliczyła by 18latka - wydusiła przez śmiech, nim się obejrzałam wszyscy się śmiali.
-Kwiatuszku musimy ci kogoś znaleźć.
-O nieee, niee - w związki się nie ładuje.
-Kto tu mówi o związku. - powiedziała Paula, kręcąc włosy na palcu. Normalnie wmurowało mnie.
-Oo mam idealny pomysł, Bartuś taki nasz samotny. Co ty na to ? - walnęła Ada
-OOo idealnie, Dusia oto prezentacja - powiedziała Zuza - Przystojny, wysoki, umięśniony. Dość inteligentny, jeśli chodzi o sprawy łóżkowe, hmm Ada opinia ?
-Jeśli chodzi o moje doświadczenia są zerowe, ale biorąc pod uwagę ilość, musiał się wyrobić. - zaśmiały się.
-Bardzo zabawne, dobrze się dziewczynki bawicie ?- zapytał.
-Oj Bartuś, jestem taaaka samotna - powiedziałam i się przytuliłam.
-Chodź kwiatuszku. - powiedział ze śmiechem.
-Ale że tak tutaj ? - udałam oburzenie.
-Głupku ty, przytulę cię.
-No oki.
-Dusiek, amant twój idzie.
-Bartuś plis pomóż mi.
-Ale o co ci chodzi ?
-Współpracuj -mruknęłam i puściłam mu oczko. Objęłam rękami jego szyję i dość głośno powiedziałam. - Mam nadzieję, że to był ostatni raz, kiedy oglądasz się za jakimiś panienkami. Wiesz, że nie lubię się z Tobą kłócić.
-Dobrze kochanie, obiecuję. Jeśli tylko ty nie będziesz się całować z jakimiś frajerami.
-Obiecuję - powiedziałam z uśmiechem na ustach. Bartek kątem oka zerknął na Daniela, który chyba nam niekoniecznie uwierzył. Bartek niespodziewanie mocno złapał mnie w pasie przyciągnął do siebie i mocno pocałował. Kiedy po chwili odsunęliśmy się od siebie zaśmiałam się.
-Chyba znaleźliśmy ci już kogoś na samotne wieczory. - powiedziała Paula.
-Ty Zuza nasza prezentacja chyba dała radę - zaśmiała się Ada.
-Taaa, chyba tak - powiedziała Zuza sztucznie się uśmiechając. Chyba tylko ja to zauważyłam, ale stwierdziłam, że się trochę z nią podroczę bo chyba wiedziałam o co jej chodzi.
-Bartuś jedziemy już - mruknęłam i zatrzepotałam rzęsami.
-Jasne. - powiedział, a ja cmoknęłam go w usta.
-Jesteś cudowny, a ja zmęczona.
Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i uśmiechnięci poszliśmy objęci w stronę auta. Zanim wsiadłam do samochodu zobaczyłam Zuzę, nie do końca wiedziałam o co chodzi, ale postanowiłam sprawdzić. Niespodziewanie pocałowałam mocno Bartka, on niekoniecznie się sprzeciwiał. Obejmował mnie w pasie, a ja rękę jedną położyłam na jego tyłku. Teraz wszystko było jasne. Kątek oka obserwowałam Zuze i widziałam jak zazdrość ją zżera. Po naszym przestawieniu wsiedliśmy do auta. Kiedy Bartek zamykał drzwi ja zapinałam pas.
-Mam nadzieję, że Zuzka mnie chociaż trochę jeszcze lubi i mnie nie zabije.
-Dlaczego miała by cię zabić ? - zapytał Bartek - Uważasz, że podoba jej się chłopak, który cię podrywał ?
-Myślę, że ty jesteś zajebiście dobrym aktorem, ale ona niekoniecznie potrafi udawać.
-Co ? - zapytał zdezorientowany.
-Kogo ty chcesz oszukać ? Serio nie widziałeś jak Zuza wyglądała po naszym pocałunku. A widziałeś ją teraz po tym przy aucie.
-Nie rozumiem.
-Okej, albo jesteś taki dobrym aktorem, albo nie wiesz że siostra twojego przyjaciela się w tobie zakochała. - przyjrzałam mu się uważnie. - Okej, Oskar dla ciebie.
-Duśka, ale słuchaj.
-Nie powiem nikomu, a teraz dzwoń to swojej księżniczki żeby do ciebie przyjechała.
-Dziękuje.
-Nie dziękuj tylko przeproś ją ode mnie.
Dość szybko dotarliśmy do mnie pod klatkę. Pożegnałam się z Bartkiem i poszłam do mieszkania. Po cichu weszłam żeby nie budzić rodziców. Była 5:30 rano. Po cichu weszłam do pokoju, przebrałam się i poszłam spać.
Sen był... hmm nie wiem czy bardziej krótki czy bardziej szybki. Wstałam o 12. O laboga jak ja kocham sobotę. Sięgnęłam po telefon i zobaczyłam wiadomość od Leny z zapytanie czy się widzimy. Od razu odpisałam, że do 1,5 h będę po nią. Szybki prysznic, szybka kawa z rodzicami. Ogarnęłam się i zeszłam do auta. W drodze do samochodu zadzwoniłam do Zuzy. Odebrała zaspana dopiero po 4 sygnale.
--Taak ?
- Hej Zuzik.
--No hej Dusia, co jest ?
-Chciałam zapytać czy dalej się gniewasz?
--Nie, po prostu przez chwilę byłam trochę zazdrosna, ale już wiem, że robiłaś to specjalnie. Dzięki, że nikomu nie powiesz.
-Nie ma sprawy. Idź jeszcze spać bo słyszę, że cię obudziłam.
--Buziaki, to do potem.
Jak dojechałam do Justyny pod klatkę ona już czekała. Wsiadła zadowolona do auta.
-No siemano.
-Hej. Jak tam ?
-To ja się powinnam zapytać co tam ? - zaśmiała się - Niech zgadnę, głupie szczęście, spotkałaś go ?
-Owszem, nawet poznałam Paulę, jego narzeczona.
-No to grubo powiem ci koleżanko.
-No bardzo.
-Zakupy ?
-Zakupy, a potem poszukamy jakiegoś lokum może dla mnie ?
-Uciekasz od rodziców. ?
-Nie, tylko nie chce mieć wyrzutów sumienia za każdym razem jak w nocy będę wracać.
-To najpierw shopping.
Zostawiłyśmy auto na parkingu w galerii i ruszyłyśmy na zakupy. Oczywiście pomiędzy przeglądaniem wieszaków gadałyśmy.
-Generalnie, wszyscy byli w szoku, że wróciłam.
-Nawet chyba domyślam się kto w największym.
-No powiem ci, że lekko go wcięło. Chociaż mnie też.
-Gadaliście ?
-Tak, ale dość ogólnie. W ogóle w dziwię się, że chciał ze mną gadać.
-Liczyłaś na szybki numerek ?
-Lena ! - oburzyłam się.
-Okej, przepraszam - zaśmiała się.- A co czego doszliście?
-Do niczego, pojawiła się jego narzeczona i gadaliśmy o takich raczej ogólnych sprawach.
-Kiedyś razem do wszystkiego dochodziliście - zaśmiała się poruszając sugestywnie brwiami.
-Nie, ale prawie zaliczyłam licealistę - mruknęłam. Lena przyglądała mi się uważnie.
-Co takiego ?
-Na prawdę jak się z nim całowałam nie wiedziałam, że to licealista.
-Czekaj, co ? Całowałaś się z licealistą. ? - zapytała dość poważnie.
-Tak. No co ja ci poradzę.
-Duśka ! Musimy ci kogoś znaleźć.
-Przestań.
-A pełnoletni chociaż ?
-Tak, miał 18 lat - zaśmiałam się- żeby było zabawniej, chodzi z Zuzką, siostrą Grześka do jednej szkoły.
-O ja mamusiu.
-Ale spoko. Żeby potem dał sobie spokój to całowałam się z Bartkiem, w sensie udawaliśmy, że jesteśmy razem i mieliśmy chwilowy kryzys.
-No powiem ci, że pomysł bombastyczny.
-Lena co ja mam zrobić ?
-Ogarnąć się i znaleźć sobie faceta ?
-Wiem. Tylko problem polega na tym, że - zawiesiłam się.
-Dalej go kochasz?
-Nie wiem. Kawa? - zapytała zrezygnowana.
Lena przystała na mój pomysł. Kupiłyśmy to co chciałyśmy i usiadłyśmy w Costa Caffe.
-Dobra co czujesz do Niego ?
-Nie wiem, na prawdę. Kiedy wyjechałam do Stanów na początku było wszystko pięknie ładnie, ale po czasie zorientowałam się jak bardzo mi go brakuje. Zresztą nie tylko jego, ale was wszystkich. Wróciłam, ale nic już nie będzie jak kiedyś. Na pewno już nie między nami.
-A skąd wiesz ? Pytałaś ? Mówiłaś co czujesz ?
-Lena, on się żeni.
-Dobrze wiesz, że istnieją rozwody, a po za tym. Określ się co do niego czujesz.
-Ja go chyba dalej kocham - mruknęłam załamana.
Siedziałyśmy tak i myślałyśmy nad moim porąbanym życiem, kiedy usłyszałam, ten przesłodzony, piskliwy głos.
-Domcia ! - tak moi drodzy, to była Paula, a razem z nią facet, którego wolałam teraz unikać.
-O heej.
-Jejkuś, Misiu popatrz co za zbieg okoliczności . Przysiądziemy się, co ? A koleżanka to kto ? My się nie znamy, a wy się znacie ?
-Tak, hej Lena.
-Cześć, miło mi Lena jestem.
-Paula, miło mi również. Co dziewczynki ? Ploteczki ? Kochanie zamówisz kawę ?
-Jasne, zaraz wracam. Chcecie coś słodkiego ?
-No co ty Kochanie, wiesz przecież, że muszę trzymać linię do sukni ślubnej.
-Ja poproszę - powiedziałam i Lena również przytaknęła.
-Co tam ciekawego powiecie ?
-Ciekawego raczej nic, a co tam u was ? - zapytałam, akurat wracał Grzesiek.
-A wszystko dobrze. Wiecie, tyle spraw związanych ze ślubem.
-Paula nie zanudzaj dziewczyn. Na pewno nie chcą słuchać ile rzeczy mamy jeszcze do zorganizowania.
-No coś ty kochanie ! Która kobieta nie interesuje się organizacją ślubów. A właśnie, Kochanie skoro to twoje przyjaciółki musimy je dopisać na listę gości. Oczywiście z osobą towarzyszącą.
-Ale nie trzeba Paula, na prawdę.
-Oczywiście, że trzeba. Bartka zaprosiłeś, a dziewczyny to co. ?
-Ale Bartek to mój świadek.
-A z dziewczynami też się przyjaźnisz. Tak więc, jesteście zaproszone. Będziemy jeszcze wysyłać oficjalne zaproszenia.
-Super - powiedziałam i się sztucznie uśmiechnęłam.
-Jakie plany macie jeszcze na dziś ?
-Jedziemy szukać mieszkania.
-Szukacie mieszkania?
-Znaczy Duśka szuka - powiedziała Lena.
-Ooo, czego szukasz?
-Czegoś niewielkiego. Po prostu, żeby nie siedzieć rodzicom na głowie.
-Masz coś na oku ?
-Jeszcze nie, ale myślę, że uda się coś znaleźć.
-Jak będziesz potrzebować pomocy przy przeprowadzce daj znać, chętnie pomożemy.
-Myślę, że nie będzie takiej potrzeby.
-Miło się strasznie gada, ale mamy za 30 min spotkanie w sprawie mieszkania, więc będziemy już lecieć.
-Jasne, to papatki.
-Pa.
Wzięłyśmy z Leną swoje rzeczy i skierowałyśmy się w stronę parkingu.
-To było okropne - mruknęłam.
-Okropna to jest ona. Jak Grzesiek może z nią być.
-No jak widać może. - zaśmiałam się.
-Ale dostaniemy zaproszenie na ślub.
-Huraa- za ironizowałam- Ostatnia rzecz o jakiej marzyłam to brać udział w ślubie i weselu swojego byłego i do tego jako rozwódka.
-Ej nikt nie wie. Znajdziemy ci kogoś.
-Lena to bezsensu - mruknęłam kładąc głowę na kierownicy.
-Co jest kochanie bez sensu ?
-Życie. Mogłam rozwieźć się z tym dupkiem, ale chociaż zostać w Nowym Jorku. Miałam pracę, mieszkanie. Kupę kasy. Jakiś facet by się na 100 % znalazł i nie musiała bym się martwić, że wpadnę na byłego i jego szurniętą narzeczoną.
-Ale nie miałaś mnie, Bartka, Zuzy. Nie rozumiesz, że dlatego właśnie wróciłaś? Brakowało ci przyjaciół. Nie ważne jak wspaniały byłby lub nie Adam, ale nas ci brakowało.
-Masz rację. Nie wiem co mam robić.
-Jechać obejrzeć mieszkanie i zrobić jakiś krok do przodu.
Byłam zaskoczona, ale po 2 godzinach tylko udało mi się znaleźć idealne mieszkanie, które miało 3 pokoje, z czego jedna z sypialni miała małą garderobę. Mieszkanie było na 1 piętrze, wyremontowane i cudnie urządzone. Największy plus to, że było dostępne od zaraz. Wiele się nie zastanawiałam tylko podpisałam umowę. To był krok do przodu. Czułam, że powrót do rodziców to były kroki do tyłu, ale teraz zrobiłam ogromny krok do przodu.
Poniedziałek.
Nikt nie lubi poniedziałków. Nie wiem dlaczego. Dzisiejszy poniedziałek był wyjątkowy. Dzisiaj właśnie miałam kończyć pakowanie rzeczy i powoli przenosić się do nowego mieszkania. Miałam zamiar w piątek już się urządzać po pracy. Weszłam zadowolona, troszkę spóźniona do biura.
-Cześć wszystkim - przywitałam się, wchodząc do swojego biura. Zostawiłam drzwi otwarte.
-Puk,puk - usłyszałam.
-Tak ? - zapytałam odwracając się, stał tam nasz księgowy. - Co się stało ?
-Pani dyrektor, mamy problem.
-O co chodzi ?
-Kosztorys się nie zgadza. Koszty są za wysokie, firma będzie miała straty przy takim kosztorysie.
-Dobra, Panie Bartoszu. Proszę to tutaj położyć, okej ? Zaraz się tym zajmę i prześlę Panu wszystko poprawione, okej. ?
-Nie, nie nie. Zaraz kwiatuszku to ty masz spotkanie z inwestorami z Warszawy.
-Nie. To twoja działka.
-Kwiatuszku, twoje nogi zdziałają cuda.
-Bartek ! - oburzyłam się z uśmiechem - Oni mają wyjść w projekt bo to na prawdę genialny projekt, a nie ze względu na moje nogi.
-Proszę cię.
-Stawiasz duża kawę - powiedziałam po chwili - Zaraz po spotkaniu zajrzę do kosztorysu. Gdzie prezentacja ?
-Tu kwiatuszku - pocałował mnie w czoło. - zapraszam.
-Jak to mówią Show must go on.
-Genialnie.
Z uśmiechem weszłam do sali konferencyjnej. Prezentacja przebiegła dość gładko. Po za faktem, że 3 facetów po 50 zamiast słuchać co mówię gapiło się na moje nogi. To było okropne. Po prezentacji usiadłam razem z Panami przy stole i rozmawialiśmy.
-Pani Dominiko, prezentacja była fenomenalna.
-Dziękuję ślicznie - uśmiechnęłam się.
-Nie będziemy na Panów na ciskać. Umówmy się, że po lunchu Panowie dadzą nam znać.
-Jak dla mnie świetny pomysł - powiedział jedne z nich.
-To w takim razie do zobaczenia.
Pożegnaliśmy się. Wyszliśmy z konferencyjnej i poszliśmy do mojego biura.
-Kawa? - zaproponował.
-Muszę zerknąć do kosztorysu.
-Oj przestań.
-Pan Bartosz nie będzie zadowolony.
-To polecenie służbowe, idziesz z szefem na kawę - zaśmiał się.
-Okej, to chodźmy. - zostawiłam dokumenty, wzięłam tylko telefon i kartę.
-Jak minął weekend ? - zapytał Bartek, kiedy schodziliśmy do baru.
-A wyśmienicie, znalazłam mieszkanie.
-Coś ty. ?
-No, mogę się już wprowadzać, dzisiaj po pracy kończę pakowanie. Chcę już w piątek po pracy pojechać do swojego mieszkania i zacząć wszystko ogarniać. - powiedziałam zadowolona, kiedy doszliśmy do baru - dzień dobry, duża latte jak największa.
-To świetnie, jak będziesz potrzebować pomocy dzwoń, wal jak w dym. Jak potrzebujesz wolnego to wiesz . - zaśmiał się.
Usiedliśmy przy stoliku czekając na kawę.
-Przestań, dam radę pogodzić pracę i przeprowadzkę.
-A pracę i życie prywatne?
-Bartek - jęknęłam znudzona, kiedy zadzwonił jego telefon - odbierz sobie.
Bartek odszedł, żeby odebrać telefon, kelnerka przyniosła kawę, a do mnie dosiadł się Pan Wiesław. Jeden z inwestorów z Warszawy, był chyba najbardziej obleśny.
-Witam Pani Dominiko.
-Witam Pana.
-Cóż taka piękna kobieta robi sama.
-Nie przyszłam sama, kolega musiał odebrać telefon.
-Jak się wychodzi z tak piękną kobietą, nie powinno jej się zostawiać - powiedział a jego ręka znalazła się na moim kolanie. Nie podobało mi się, wiedziałam jednak, że nie mogę zrobić skandalu. Zobaczyłam, że Bartek do mnie wraca. Widziałam jego zdziwioną minę, kiedy zobaczył tego faceta ze mną przy stoliku.
-O już jesteś - powiedziałam z uśmiechem. Pan Wiesław zabrał rękę, jednak Bartek chyba jednak ją zauważył. Pochylił się i mnie delikatnie pocałował.
-Przepraszam, że musiałaś czekać. O Pan Wiesław, przepraszam. Wiem, że to takie nieprofesjonalne okazywać uczucia z współpracownikiem.
-Rozumiem.
-Widzi Pan mając taką kobietę obok ciężko trzymać ręce przy sobie - Bartek objął mnie, a ja położyłam rękę na jego kolanie. Facetowi zrobiło się chyba głupio bo pożegnał się i poszedł.
-Niedługo cała firma będzie gadać - zaśmiałam się.
-O czym cała firma będzie gadać ? - zapytała Zuzka, która przyszła do nas.
-Hej Zuz, co tam ? - przywitałam się z nią buziakiem w policzek.
-Cała firma będzie gadać, że jesteśmy razem, a ja puściłam się dla pracy - mruknęłam.
-Przestań, miałem pozwolić, żeby ten stary zbok się do ciebie podwalał ?
-Wiem, dzięki. Jest okropny, ale mam nadzieję, że przyjmą projekt.
-Też mam taką nadzieję.
-A pójdziesz sam na to spotkanie po południu ? Nie chce się już z nimi spotykać.
-Jasne, nie ma problemu. Idziemy na górę ?
-Idziemy, trzeba zacząć pracować.
-Jak ci się Dusia pracuje ? - zapytała Zuza.
-No nie narzekam. A jak u ciebie ? Ty nie w szkole. ?
-Byliśmy w Legnicy w teatrze i się jakby powiedzieć urwałam.
-Rozumiem, rozumiem. To w takim razie, życzę wam miłej zabawy, a ja wracam do pracy. - pożegnałam się z nimi i poszłam do siebie. Włączyłam komputer, sprawdziłam pocztę i wzięłam się za kosztorys.
Tak jak było ustalone, Bartek odstawił mnie do domu żebym mogła się przebrać. Weszłam zadowolona do mieszkania.
-A ty coś taka zadowolona ? - zapytała mama, kiedy wpadła na mnie na przedpokoju.
-No wiesz mamo, jest parę powodów. - zaśmiałam się ściągając kurtkę i buty.
-Na przykład? - zapytała zdziwiona.
-Na przykład, dzisiaj jest piątek i wychodzę.
-Z kim ?
-Mamo, serio ? Jestem już dorosła.
-Wiem, jednak mieszkasz z nami i nie chcę się o ciebie martwić.
-Z Bartkiem wychodzę na miasto. Spokojnie, będzie mnie pilnował.
Poszłam do swojego pokoju i stanęłam przed szafą zastanawiając się co by tu założyć. Wiedziałam, że jest osoba, która mi na pewno pomoże. Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Leny .
--Taaak ? - usłyszałam w słuchawce.
-Hej maleńka. Czy ty już zaczęłaś swój romantyczny wieczór. ?
--Jeszcze nie, spokojnie. Co się stało ?
-Wychodzę dzisiaj z Bartkiem, znaczy jedziemy na zjazd jak kiedyś, nie wiem w co się ubrać - mruknęłam.
--Z Bartkiem powiadasz ?
-Owszem, ale skup się co mam ubrać.
--Skórzane spodnie, biały krótki top, czarną skórę .- wymieniała.
-Koleżanko, przypominam, że mamy grudzień i jest dość zimno.
--Wiem, dlatego do tego załóż futerko, kamizelkę, botki.
-Botki na słupku - zaśmiałam się.
--Owszem. Czy ty coś jeszcze potrzebujesz? Krystek już wrócił do domu.
-Dziękuję, kocham cię.
--Ja ciebie też, jutro się widzimy. ?
-Tak, dam znać jak wstanę. Miłego wieczoru.
--Baw się dobrze - powiedziała i się rozłączyła.
Wzięłam szybki prysznic. Włosy wysuszyłam i zrobiłam delikatne loki. Jeśli chodzi o makijaż to tylko mocno podkreśliłam oczy i usta. Resztę dość naturalną zostawiłam. Nim się obejrzałam, a była godzina 20. A po 20 miał być po mnie Bartek. Chwilę po ósmej dostałam sms, że już na mnie czeka. Założyłam botki na słupku i skórkę, a na to futerko. Przez ramię przełożyłam małą czarną torebkę, na srebrnym łańcuszku, do której wszedł mi tylko telefon, klucze, dokumenty i paczka papierosów. Po klatką stało zaparkowane czarne bmw, o które opierał się mój przyjaciel i palił papierosa.
-Hej kwiatuszku - powiedział z uśmiechem.
-No cześć - powiedziałam, kiedy podeszłam do niego dostałam buziaka w policzek.
-Palisz ?
-A no zapalę. - powiedziałam i wyciągnęłam papierosy. - Tym się teraz wozisz ? - zapytałam zaskoczona, oglądając jego cacko.
-A kto bogatemu zabroni. - zaśmiał się.
-Dalej się bawisz w wyścigi ?- zapytałam.
-Czasami, nie tak często jak kiedyś, ale czemu nie.
-Ta sama ekipa co kiedyś była ?
-W sumie tak. Wiadomo trochę się pozmieniało.
-A czy .. - nie skończyłam pytania.
-Czasami się pojawia i to rzadziej niż ja. Dobra wskakuj i jedziemy kwiatuszku - powiedział, kiedy spaliliśmy.
Patrząc na Bartka z boku na co dzień, wątpię żeby ktoś go sobie wyobrażał na nielegalnych wyścigach i wyglądającego tak jak teraz. W czasie tygodnia to raczej spokojny facet, chodzący w garniaku. Jednak kiedy przychodzi weekend od kiedy pamiętam to Bartek zakładał jeansy, obcisłe t-shirty, które podkreślały jego muskulaturę, czarną skórę. Wyglądał zupełnie inaczej.
-Kwiatuszku - powiedział po chwili.
-Słucham ciebie robaczku - zaśmiałam się.
-Czy ty wybierasz się dzisiaj na podryw ? - zapytał dość poważnie.
-Nie, po prostu nie chciałam ci przynieść wstydu.
-Ty ? A w życiu pięknym - zaśmiał się.
Nie wiem po jakim czasie, ale byliśmy na miejscu. Skąd wiedziałam ? Wjechaliśmy na ogromny plac, gdzie był ogrom aut sportowych. Bartek popatrzył na mnie z zadziornym uśmiechem.
-Gotowa? - zapytał.
-Całe życie. - zaśmiałam się. Zadowolona wysiadłam z auta.
Było sporo nieznanych mi twarzy, ale od razu prawie w oczy rzucił mi się kolega Bartka, którego znałam dość dobrze. Kiedy zobaczył swojego kumpla uśmiechnął się i ruszył w naszą stronę. Oparłam się o maskę i obserwowałam jak z uśmiechem wita się z Bartkiem.
-A ty co stary w końcu znalazłeś sobie jakąś nową pannę ? - zapytał mierząc mnie wzrokiem.
-Ciebie też Gargamelku miło widzieć, po tak długim czasie - zaśmiałam się.
-Duśka ? Nie możliwe. - zapytał zaskoczony.
-No a jednak - zaśmiałam się.
-Chodź tu mała - powiedział i mocno mnie przytulił - Co ty tutaj robisz? - zapytał.
-Jestem, bawię się - zaśmiałam się. - Powiedziałam Bartkowi, że chce się napić w miłym towarzystwie i mnie tu przywiózł, więc widzę, że nic się nie zmieniło.
-No może trochę towarzystwo. Ale jak jesteś ty to wszystko już prawie po staremu. Chodź na piwo.
-To chodźmy .
Poszłam razem z chłopakami do jednego z aut, gdzie był alkohol. Bartek podał mi piwo. Oparłam się o jakieś czarne Volvo, które było podobne do tego co Grzesiek kiedyś miał. Było dużo znajomych i każdy się dziwił kiedy mnie widział.
-No dobra laska, a teraz jak na spowiedzi, gdzie się szlajałaś ? - zapytała Ada, jedyna chyba normalna dziewczyna wśród towarzystwa, a w dodatku ona nie była niczyją osobą towarzyszącą.
-Siedziałam trochę w Nowym Jorku. Trochę tu trochę tam.
-Co cię tam wygnało ?
-Miłość Adka - zaśmiałam się sztucznie.
-No co ty? Gdzie ten twój przystojniak w takim bądź razie ? - zapytała z ogromnym uśmiechem.
-Tam gdzie go zostawiłam.
-No co ty ?
-No, Nowy Jork jest piękny, ale nie dla mnie. Tutaj zostawiłam wszystko co najważniejsze. Trochę za późno się zorientowałam, ale człowiek ponoć uczy się na własnych błędach.
-Szkoda, że nie można na czyiś co nie ? - powiedziała.
-No niestety.
-Ale jesteś z nami to jest teraz najważniejsze. Wiesz jak tutaj nudno było bez ciebie. Nie ma tu chyba żadnej normalnej laski poza tobą. Wszystkie sztuczne i nadmuchane.
-To pogadaj z kolegami o tym - powiedziałam ze śmiechem. Już nic nie było udawane.
-O czym Aduś masz z nami pogadać ? O czym twoja koleżanka mówi ? - usłyszałam ten głos i zesztywniałam cała, ze stresu.
Już wiedziałam, że Bartek zginie dzisiejszej nocy marnie. Miało go tu nie być.
-Adka no przedstaw mi swoją koleżankę. - powiedział, a ja się powoli uśmiechnęła. Widziałam minę Ady, która była zdekoncentrowana. Nie do końca wiedziała co zaraz się wydarzy.
-My to się już znamy - powiedziałam, w momencie kiedy się odwracałam - Cześć Grzesiek.
-Dominika? - zapytał zaskoczony. Wcięło go. Mnie też.
-W całej okazałości.
-Cześć, nie poznałem cię. Przepraszam.
-Nie masz za co. Trochę czasu jednak minęło, co nie ?
-No minęło trochę. Dobrze wyglądasz.
-Dzięki - mruknęłam i napiłam się.
-Sorki laska, muszę lecieć, bo mnie Gargamel woła. - powiedziała Ada i się zmyła. My staliśmy chwilę w ciszy, w końcu obydwoje oparliśmy się o maskę.
-To co u Ciebie słychać ? - zapytałam.
-Nic ciekawego - mruknął wzruszając ramionami.
-Słyszałam, że się żenisz. ? - zapytałam.
-Taa- mruknął i napił się piwa - powiedź lepiej co u ciebie ? To ty byłaś w wielkim świecie. Czemu wróciłaś ?
-Manhattan rzeczywiście jest wielki, ale było by milej oglądać go codziennie gdybym była szczęśliwa.
-Nie byłaś ? - zapytał.
-Na początku i owszem, ale potem - zaczęłam, ale stwierdziłam, że nie powinnam kończyć. - Powinnam cię przeprosić - powiedziałam cicho. Popatrzył na mnie zaskoczony.
-Za co ?
-Może za to że zachowałam się jak szmata ? - zapytałam retorycznie.
-Duśka.
-Nie Grzesiek, zrobiłam ci świństwo. Zachowałam się strasznie nie w porządku wobec ciebie. Najbardziej żałuję, że gdy to zrozumiałam było już za późno.
-Jak widzisz pozbierałem się, jestem dużym chłopcem i umiem wychodzić z opresji. Ułożyłem sobie życie na nowo. Hajtam się całkiem niedługo, firma dobrze się kręci, więc nie mam na co narzekać.
-Jesteś szczęśliwy ? - zapytałam patrząc na niego uważnie. Zaśmiał się cicho.
-Szczęśliwy już raz byłem i dostałem po dupie, a teraz, po prostu chcę sobie życie ułożyć.
-Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz to co zrobiłam.
-Duśka, proszę cię nie rozmawiajmy teraz o tym - powiedział, kiedy zobaczył jak szczupła blondynka szła w naszą stronę.
-Heej kochanie - powiedziała przesłodzonym głosem i się do niego przyssała. -Nie przedstawisz nas sobie ? - zapytała patrząc na mnie.
-To Duśka, nasza przyjaciółka. Duśka to Paula moja narzeczona.
-Hej, Dominika miło mi.
-Mi również, to to jest ta sławna Doma ? - powiedział z uśmiechem, ona była tak sztuczna.
-Sławna ? - zapytałam zaskoczona.
-No tak, Bartek jak i mój Grzesiek zresztą mają mnóstwo twoich zdjęć. Słyszałam, że byłaś w Stanach z facetem.
-Tak, mieszkałam w Nowym Jorku.
-OO a w jakiej części ?
-Miałam apartament na Manhattanie.
-O jejku ty farciaro, my też misiu kiedyś pojedziemy do Stanów prawda ?
-Tak, tak.
-Przereklamowane miasto, lepiej jechać do LA.
-To jak będziemy się wybierać, to podpowiesz nam gdzie pojechać najlepiej i co zobaczyć.
-Jaasne - powiedziałam z udawanym entuzjazmem.
-Na stałe wróciłaś ? - zapytał Grzesiek.
-Taki mam plan. Pracę już znalazłam, teraz szukam tylko mieszkania żeby rodzicom za długo na głowie siedzieć.
-Pozdrów rodziców. Gdzie pracujesz?
-U mnie - powiedział Bartek zjawiając się i obejmując mnie w pasie i całując w czoło.
-U Ciebie ? - zapytał zaskoczony Grzesiek.
-Stary, gdybyś zobaczył jej CV i zdolności negocjacji uwierz dałbyś wszystkie pieniądze świata, żeby mieć ją tylko dla siebie.
-Uwierz mi, że wiem co ona potrafi - powiedział patrząc na mnie.
-A ty Misiaczku skąd wiesz niby ? - zaśmiała się Paula.
-Pracowaliśmy kiedyś razem, znaczy pomagałam Grześkowi w firmie. - powiedziałam szybko
-O proszę, ja tam się nie znam na tych wszystkich papierkach. Ale misiaczek mój to akceptuje - powiedziała i go przytuliła.
-Idę się napić - powiedziałam i poszłam po piwo.
Stanęłam z boku i popatrzyłam się na nich. Dużo się zmieniło. Chwilę tak stałam, kiedy usłyszałam.
-Nie pasują do siebie co nie ? - szybko się odwróciłam i zobaczyłam Zuzę, siostrę Grześka.
-Zuźka - krzyknęłam zadowolona - Co ty tutaj robisz ?
-Jestem już jakby pełnoletnia i mam pozwolenie od brata wyobraź sobie.
-Czemu dopiero teraz przyszłaś się przywitać. ?
-Dopiero przyjechałam. - powiedziała. - Jak tam ? Jak życie ?
-A dobrze, niedawno wróciłam. Pracuję u Bartka w firmie, kręci się po prostu.
-Tyle to wiem, a coś nowego ? - zapytała.
-Skąd wiesz. ?
-No bo wszyscy wiedzą.
-Zuza, wie tylko Bartek i moi rodzice, że u niego pracuję. Tłumacz się.
-Oj no Bartek mi powiedział ostatnio jak się spotkaliśmy na imprezie.
-Okej.
-Do ślubu nie dojdzie - powiedziała, kiedy patrzyłam się w stronę 3, od której uciekłam.
-CO ?
-No nie dojdzie do ślubu, jak powiesz mojemu bratu co do niego czujesz.
-Zuza, nie wygłupiaj się.
-No co ? Przecież to widać, że go kochasz. A ona leci tylko na jego kasę.
-Możemy o tym nie gadać ? - zapytałam,
-Możemy, chodź się pobawić.
Nie pamiętam kiedy ostatni raz się tak dobrze bawiłam. Ostatnia impreza na jakiej byłam w Nowym Jorku to był wystawny bankiet, gdzie nie mogłam swobodnie tańczyć. Tutaj było zupełnie inaczej. Tańczenie na ulicy, pomiędzy drogimi sportowymi brykami. W każdej chwili mogła przyjechać policja i były by problemy. Dużo śmiechu, zabawy oraz piwa. Kiedy szłam po kolejne piwo wpadłam na kogoś. Byłam już delikatnie podchmielona.
-Upsik, przepraszam - powiedziałam.
-Nic się nie stało, jesteś cała ? - zapytał, przystojny, napakowany i opalony blondyn.
-Owszem. Duśka jestem - powiedziałam.
-Miło mi Daniel.
-Miło cię Danielu poznać.
-Gdzie się wybierasz?
-Idę po piwo. Muszę się napić od tego tańczenia zaschło mi w gardle.
-No to zapraszam - powiedział. Poszli po piwo i pogadaliśmy.
Z butelkami w ręce usiedliśmy na masce, jego czarnego AUDI.
-Pierwszy raz tutaj ? Nigdy wcześniej cię tutaj nie widziałem.
-Coś ty, jestem tu po dość długiej przerwie.
-Czym ta przerwa była spowodowana ?
-A długa historia.
Chłopak opowiadał śmieszne historyjki. Dobrze się z nim bawiłam. Kochałam swoich przyjaciół, ale taka odskocznia dobrze mi zrobiła.
-Poczekaj, masz tu coś - powiedział i położył mi rękę na policzku, a po chwili się całowaliśmy. Kiedy się od siebie odsunęliśmy powiedziałam.
-To było - nie dokończyłam bo wciął mi się w słowo.
-Niesamowite - uśmiechnął się, nie do końca wiedziałam co powiedzieć więc się napiłam. Chłopak był bardzo śmiały, jego ręka znalazła się na moim kolanie. Podeszła do nas Zuźka.
-Daniel, nie wyrywaj tylko Duśki. - zaśmiała się.
-Zuźka, słonko. Jestem dorosła.
-No tak, cały czas zapominam.
-Skąd się znacie ? - zapytał zaciekawiony chłopak.
-Duśkę znam mam wrażenie, że od zawsze. - zaśmiała się.
-Przyjaźń z podwórka ? - zaśmiał się.
-No nie do końca - powiedziałam, - A wy skąd się znacie ? - zapytałam.
-Ze szkoły - powiedział - Chodzimy do równoległej klasy - powiedział, a ja zakrztusiłam się piwem. On miał 19 lat, ja 24. To nie mogło się wydarzyć.
-Dusia okej ? - zapytała ze śmiechem Zuzka.
-To ty masz 19 lat ?
-W sumie to 18.
-Olaboga.
-Coś się stało ?
-Nie spoko, Zuza idziesz ze mną Bartka poszukać ?
-Jasne.
-To pa - pożegnałam się z kolegą i uciekłam.
-Co się stało ?
-Zuzka jak to możliwe, że on ma 18 lat?
-Normalnie, a co ?
-Przecież ja się z nim całowałam. - Zuza zaczęła się panicznie śmiać.- To jest mało zabawne bo mogło się więcej wydarzyć. - Zuza dostała ataku śmiechu.
Kiedy tak Zuza mocno się ze mnie śmiała podeszli do nasz Bartek z Grześkiem i Paulą, a zaraz pojawiła się jeszcze Ada.
-Ty sister, coś ty brała ? - zapytał zaniepokojony Grzesiek.
-Nic - powiedziała przez śmiech.
-Zuza, to nie jest zabawne.
-Jak nie.
-Co się stało ? - zapytał mocno zainteresowany Bartek.
-Mało brakowało, a Duśka zaliczyła by 18latka - wydusiła przez śmiech, nim się obejrzałam wszyscy się śmiali.
-Kwiatuszku musimy ci kogoś znaleźć.
-O nieee, niee - w związki się nie ładuje.
-Kto tu mówi o związku. - powiedziała Paula, kręcąc włosy na palcu. Normalnie wmurowało mnie.
-Oo mam idealny pomysł, Bartuś taki nasz samotny. Co ty na to ? - walnęła Ada
-OOo idealnie, Dusia oto prezentacja - powiedziała Zuza - Przystojny, wysoki, umięśniony. Dość inteligentny, jeśli chodzi o sprawy łóżkowe, hmm Ada opinia ?
-Jeśli chodzi o moje doświadczenia są zerowe, ale biorąc pod uwagę ilość, musiał się wyrobić. - zaśmiały się.
-Bardzo zabawne, dobrze się dziewczynki bawicie ?- zapytał.
-Oj Bartuś, jestem taaaka samotna - powiedziałam i się przytuliłam.
-Chodź kwiatuszku. - powiedział ze śmiechem.
-Ale że tak tutaj ? - udałam oburzenie.
-Głupku ty, przytulę cię.
-No oki.
-Dusiek, amant twój idzie.
-Bartuś plis pomóż mi.
-Ale o co ci chodzi ?
-Współpracuj -mruknęłam i puściłam mu oczko. Objęłam rękami jego szyję i dość głośno powiedziałam. - Mam nadzieję, że to był ostatni raz, kiedy oglądasz się za jakimiś panienkami. Wiesz, że nie lubię się z Tobą kłócić.
-Dobrze kochanie, obiecuję. Jeśli tylko ty nie będziesz się całować z jakimiś frajerami.
-Obiecuję - powiedziałam z uśmiechem na ustach. Bartek kątem oka zerknął na Daniela, który chyba nam niekoniecznie uwierzył. Bartek niespodziewanie mocno złapał mnie w pasie przyciągnął do siebie i mocno pocałował. Kiedy po chwili odsunęliśmy się od siebie zaśmiałam się.
-Chyba znaleźliśmy ci już kogoś na samotne wieczory. - powiedziała Paula.
-Ty Zuza nasza prezentacja chyba dała radę - zaśmiała się Ada.
-Taaa, chyba tak - powiedziała Zuza sztucznie się uśmiechając. Chyba tylko ja to zauważyłam, ale stwierdziłam, że się trochę z nią podroczę bo chyba wiedziałam o co jej chodzi.
-Bartuś jedziemy już - mruknęłam i zatrzepotałam rzęsami.
-Jasne. - powiedział, a ja cmoknęłam go w usta.
-Jesteś cudowny, a ja zmęczona.
Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i uśmiechnięci poszliśmy objęci w stronę auta. Zanim wsiadłam do samochodu zobaczyłam Zuzę, nie do końca wiedziałam o co chodzi, ale postanowiłam sprawdzić. Niespodziewanie pocałowałam mocno Bartka, on niekoniecznie się sprzeciwiał. Obejmował mnie w pasie, a ja rękę jedną położyłam na jego tyłku. Teraz wszystko było jasne. Kątek oka obserwowałam Zuze i widziałam jak zazdrość ją zżera. Po naszym przestawieniu wsiedliśmy do auta. Kiedy Bartek zamykał drzwi ja zapinałam pas.
-Mam nadzieję, że Zuzka mnie chociaż trochę jeszcze lubi i mnie nie zabije.
-Dlaczego miała by cię zabić ? - zapytał Bartek - Uważasz, że podoba jej się chłopak, który cię podrywał ?
-Myślę, że ty jesteś zajebiście dobrym aktorem, ale ona niekoniecznie potrafi udawać.
-Co ? - zapytał zdezorientowany.
-Kogo ty chcesz oszukać ? Serio nie widziałeś jak Zuza wyglądała po naszym pocałunku. A widziałeś ją teraz po tym przy aucie.
-Nie rozumiem.
-Okej, albo jesteś taki dobrym aktorem, albo nie wiesz że siostra twojego przyjaciela się w tobie zakochała. - przyjrzałam mu się uważnie. - Okej, Oskar dla ciebie.
-Duśka, ale słuchaj.
-Nie powiem nikomu, a teraz dzwoń to swojej księżniczki żeby do ciebie przyjechała.
-Dziękuje.
-Nie dziękuj tylko przeproś ją ode mnie.
Dość szybko dotarliśmy do mnie pod klatkę. Pożegnałam się z Bartkiem i poszłam do mieszkania. Po cichu weszłam żeby nie budzić rodziców. Była 5:30 rano. Po cichu weszłam do pokoju, przebrałam się i poszłam spać.
Sen był... hmm nie wiem czy bardziej krótki czy bardziej szybki. Wstałam o 12. O laboga jak ja kocham sobotę. Sięgnęłam po telefon i zobaczyłam wiadomość od Leny z zapytanie czy się widzimy. Od razu odpisałam, że do 1,5 h będę po nią. Szybki prysznic, szybka kawa z rodzicami. Ogarnęłam się i zeszłam do auta. W drodze do samochodu zadzwoniłam do Zuzy. Odebrała zaspana dopiero po 4 sygnale.
--Taak ?
- Hej Zuzik.
--No hej Dusia, co jest ?
-Chciałam zapytać czy dalej się gniewasz?
--Nie, po prostu przez chwilę byłam trochę zazdrosna, ale już wiem, że robiłaś to specjalnie. Dzięki, że nikomu nie powiesz.
-Nie ma sprawy. Idź jeszcze spać bo słyszę, że cię obudziłam.
--Buziaki, to do potem.
Jak dojechałam do Justyny pod klatkę ona już czekała. Wsiadła zadowolona do auta.
-No siemano.
-Hej. Jak tam ?
-To ja się powinnam zapytać co tam ? - zaśmiała się - Niech zgadnę, głupie szczęście, spotkałaś go ?
-Owszem, nawet poznałam Paulę, jego narzeczona.
-No to grubo powiem ci koleżanko.
-No bardzo.
-Zakupy ?
-Zakupy, a potem poszukamy jakiegoś lokum może dla mnie ?
-Uciekasz od rodziców. ?
-Nie, tylko nie chce mieć wyrzutów sumienia za każdym razem jak w nocy będę wracać.
-To najpierw shopping.
Zostawiłyśmy auto na parkingu w galerii i ruszyłyśmy na zakupy. Oczywiście pomiędzy przeglądaniem wieszaków gadałyśmy.
-Generalnie, wszyscy byli w szoku, że wróciłam.
-Nawet chyba domyślam się kto w największym.
-No powiem ci, że lekko go wcięło. Chociaż mnie też.
-Gadaliście ?
-Tak, ale dość ogólnie. W ogóle w dziwię się, że chciał ze mną gadać.
-Liczyłaś na szybki numerek ?
-Lena ! - oburzyłam się.
-Okej, przepraszam - zaśmiała się.- A co czego doszliście?
-Do niczego, pojawiła się jego narzeczona i gadaliśmy o takich raczej ogólnych sprawach.
-Kiedyś razem do wszystkiego dochodziliście - zaśmiała się poruszając sugestywnie brwiami.
-Nie, ale prawie zaliczyłam licealistę - mruknęłam. Lena przyglądała mi się uważnie.
-Co takiego ?
-Na prawdę jak się z nim całowałam nie wiedziałam, że to licealista.
-Czekaj, co ? Całowałaś się z licealistą. ? - zapytała dość poważnie.
-Tak. No co ja ci poradzę.
-Duśka ! Musimy ci kogoś znaleźć.
-Przestań.
-A pełnoletni chociaż ?
-Tak, miał 18 lat - zaśmiałam się- żeby było zabawniej, chodzi z Zuzką, siostrą Grześka do jednej szkoły.
-O ja mamusiu.
-Ale spoko. Żeby potem dał sobie spokój to całowałam się z Bartkiem, w sensie udawaliśmy, że jesteśmy razem i mieliśmy chwilowy kryzys.
-No powiem ci, że pomysł bombastyczny.
-Lena co ja mam zrobić ?
-Ogarnąć się i znaleźć sobie faceta ?
-Wiem. Tylko problem polega na tym, że - zawiesiłam się.
-Dalej go kochasz?
-Nie wiem. Kawa? - zapytała zrezygnowana.
Lena przystała na mój pomysł. Kupiłyśmy to co chciałyśmy i usiadłyśmy w Costa Caffe.
-Dobra co czujesz do Niego ?
-Nie wiem, na prawdę. Kiedy wyjechałam do Stanów na początku było wszystko pięknie ładnie, ale po czasie zorientowałam się jak bardzo mi go brakuje. Zresztą nie tylko jego, ale was wszystkich. Wróciłam, ale nic już nie będzie jak kiedyś. Na pewno już nie między nami.
-A skąd wiesz ? Pytałaś ? Mówiłaś co czujesz ?
-Lena, on się żeni.
-Dobrze wiesz, że istnieją rozwody, a po za tym. Określ się co do niego czujesz.
-Ja go chyba dalej kocham - mruknęłam załamana.
Siedziałyśmy tak i myślałyśmy nad moim porąbanym życiem, kiedy usłyszałam, ten przesłodzony, piskliwy głos.
-Domcia ! - tak moi drodzy, to była Paula, a razem z nią facet, którego wolałam teraz unikać.
-O heej.
-Jejkuś, Misiu popatrz co za zbieg okoliczności . Przysiądziemy się, co ? A koleżanka to kto ? My się nie znamy, a wy się znacie ?
-Tak, hej Lena.
-Cześć, miło mi Lena jestem.
-Paula, miło mi również. Co dziewczynki ? Ploteczki ? Kochanie zamówisz kawę ?
-Jasne, zaraz wracam. Chcecie coś słodkiego ?
-No co ty Kochanie, wiesz przecież, że muszę trzymać linię do sukni ślubnej.
-Ja poproszę - powiedziałam i Lena również przytaknęła.
-Co tam ciekawego powiecie ?
-Ciekawego raczej nic, a co tam u was ? - zapytałam, akurat wracał Grzesiek.
-A wszystko dobrze. Wiecie, tyle spraw związanych ze ślubem.
-Paula nie zanudzaj dziewczyn. Na pewno nie chcą słuchać ile rzeczy mamy jeszcze do zorganizowania.
-No coś ty kochanie ! Która kobieta nie interesuje się organizacją ślubów. A właśnie, Kochanie skoro to twoje przyjaciółki musimy je dopisać na listę gości. Oczywiście z osobą towarzyszącą.
-Ale nie trzeba Paula, na prawdę.
-Oczywiście, że trzeba. Bartka zaprosiłeś, a dziewczyny to co. ?
-Ale Bartek to mój świadek.
-A z dziewczynami też się przyjaźnisz. Tak więc, jesteście zaproszone. Będziemy jeszcze wysyłać oficjalne zaproszenia.
-Super - powiedziałam i się sztucznie uśmiechnęłam.
-Jakie plany macie jeszcze na dziś ?
-Jedziemy szukać mieszkania.
-Szukacie mieszkania?
-Znaczy Duśka szuka - powiedziała Lena.
-Ooo, czego szukasz?
-Czegoś niewielkiego. Po prostu, żeby nie siedzieć rodzicom na głowie.
-Masz coś na oku ?
-Jeszcze nie, ale myślę, że uda się coś znaleźć.
-Jak będziesz potrzebować pomocy przy przeprowadzce daj znać, chętnie pomożemy.
-Myślę, że nie będzie takiej potrzeby.
-Miło się strasznie gada, ale mamy za 30 min spotkanie w sprawie mieszkania, więc będziemy już lecieć.
-Jasne, to papatki.
-Pa.
Wzięłyśmy z Leną swoje rzeczy i skierowałyśmy się w stronę parkingu.
-To było okropne - mruknęłam.
-Okropna to jest ona. Jak Grzesiek może z nią być.
-No jak widać może. - zaśmiałam się.
-Ale dostaniemy zaproszenie na ślub.
-Huraa- za ironizowałam- Ostatnia rzecz o jakiej marzyłam to brać udział w ślubie i weselu swojego byłego i do tego jako rozwódka.
-Ej nikt nie wie. Znajdziemy ci kogoś.
-Lena to bezsensu - mruknęłam kładąc głowę na kierownicy.
-Co jest kochanie bez sensu ?
-Życie. Mogłam rozwieźć się z tym dupkiem, ale chociaż zostać w Nowym Jorku. Miałam pracę, mieszkanie. Kupę kasy. Jakiś facet by się na 100 % znalazł i nie musiała bym się martwić, że wpadnę na byłego i jego szurniętą narzeczoną.
-Ale nie miałaś mnie, Bartka, Zuzy. Nie rozumiesz, że dlatego właśnie wróciłaś? Brakowało ci przyjaciół. Nie ważne jak wspaniały byłby lub nie Adam, ale nas ci brakowało.
-Masz rację. Nie wiem co mam robić.
-Jechać obejrzeć mieszkanie i zrobić jakiś krok do przodu.
Byłam zaskoczona, ale po 2 godzinach tylko udało mi się znaleźć idealne mieszkanie, które miało 3 pokoje, z czego jedna z sypialni miała małą garderobę. Mieszkanie było na 1 piętrze, wyremontowane i cudnie urządzone. Największy plus to, że było dostępne od zaraz. Wiele się nie zastanawiałam tylko podpisałam umowę. To był krok do przodu. Czułam, że powrót do rodziców to były kroki do tyłu, ale teraz zrobiłam ogromny krok do przodu.
Poniedziałek.
Nikt nie lubi poniedziałków. Nie wiem dlaczego. Dzisiejszy poniedziałek był wyjątkowy. Dzisiaj właśnie miałam kończyć pakowanie rzeczy i powoli przenosić się do nowego mieszkania. Miałam zamiar w piątek już się urządzać po pracy. Weszłam zadowolona, troszkę spóźniona do biura.
-Cześć wszystkim - przywitałam się, wchodząc do swojego biura. Zostawiłam drzwi otwarte.
-Puk,puk - usłyszałam.
-Tak ? - zapytałam odwracając się, stał tam nasz księgowy. - Co się stało ?
-Pani dyrektor, mamy problem.
-O co chodzi ?
-Kosztorys się nie zgadza. Koszty są za wysokie, firma będzie miała straty przy takim kosztorysie.
-Dobra, Panie Bartoszu. Proszę to tutaj położyć, okej ? Zaraz się tym zajmę i prześlę Panu wszystko poprawione, okej. ?
-Nie, nie nie. Zaraz kwiatuszku to ty masz spotkanie z inwestorami z Warszawy.
-Nie. To twoja działka.
-Kwiatuszku, twoje nogi zdziałają cuda.
-Bartek ! - oburzyłam się z uśmiechem - Oni mają wyjść w projekt bo to na prawdę genialny projekt, a nie ze względu na moje nogi.
-Proszę cię.
-Stawiasz duża kawę - powiedziałam po chwili - Zaraz po spotkaniu zajrzę do kosztorysu. Gdzie prezentacja ?
-Tu kwiatuszku - pocałował mnie w czoło. - zapraszam.
-Jak to mówią Show must go on.
-Genialnie.
Z uśmiechem weszłam do sali konferencyjnej. Prezentacja przebiegła dość gładko. Po za faktem, że 3 facetów po 50 zamiast słuchać co mówię gapiło się na moje nogi. To było okropne. Po prezentacji usiadłam razem z Panami przy stole i rozmawialiśmy.
-Pani Dominiko, prezentacja była fenomenalna.
-Dziękuję ślicznie - uśmiechnęłam się.
-Nie będziemy na Panów na ciskać. Umówmy się, że po lunchu Panowie dadzą nam znać.
-Jak dla mnie świetny pomysł - powiedział jedne z nich.
-To w takim razie do zobaczenia.
Pożegnaliśmy się. Wyszliśmy z konferencyjnej i poszliśmy do mojego biura.
-Kawa? - zaproponował.
-Muszę zerknąć do kosztorysu.
-Oj przestań.
-Pan Bartosz nie będzie zadowolony.
-To polecenie służbowe, idziesz z szefem na kawę - zaśmiał się.
-Okej, to chodźmy. - zostawiłam dokumenty, wzięłam tylko telefon i kartę.
-Jak minął weekend ? - zapytał Bartek, kiedy schodziliśmy do baru.
-A wyśmienicie, znalazłam mieszkanie.
-Coś ty. ?
-No, mogę się już wprowadzać, dzisiaj po pracy kończę pakowanie. Chcę już w piątek po pracy pojechać do swojego mieszkania i zacząć wszystko ogarniać. - powiedziałam zadowolona, kiedy doszliśmy do baru - dzień dobry, duża latte jak największa.
-To świetnie, jak będziesz potrzebować pomocy dzwoń, wal jak w dym. Jak potrzebujesz wolnego to wiesz . - zaśmiał się.
Usiedliśmy przy stoliku czekając na kawę.
-Przestań, dam radę pogodzić pracę i przeprowadzkę.
-A pracę i życie prywatne?
-Bartek - jęknęłam znudzona, kiedy zadzwonił jego telefon - odbierz sobie.
Bartek odszedł, żeby odebrać telefon, kelnerka przyniosła kawę, a do mnie dosiadł się Pan Wiesław. Jeden z inwestorów z Warszawy, był chyba najbardziej obleśny.
-Witam Pani Dominiko.
-Witam Pana.
-Cóż taka piękna kobieta robi sama.
-Nie przyszłam sama, kolega musiał odebrać telefon.
-Jak się wychodzi z tak piękną kobietą, nie powinno jej się zostawiać - powiedział a jego ręka znalazła się na moim kolanie. Nie podobało mi się, wiedziałam jednak, że nie mogę zrobić skandalu. Zobaczyłam, że Bartek do mnie wraca. Widziałam jego zdziwioną minę, kiedy zobaczył tego faceta ze mną przy stoliku.
-O już jesteś - powiedziałam z uśmiechem. Pan Wiesław zabrał rękę, jednak Bartek chyba jednak ją zauważył. Pochylił się i mnie delikatnie pocałował.
-Przepraszam, że musiałaś czekać. O Pan Wiesław, przepraszam. Wiem, że to takie nieprofesjonalne okazywać uczucia z współpracownikiem.
-Rozumiem.
-Widzi Pan mając taką kobietę obok ciężko trzymać ręce przy sobie - Bartek objął mnie, a ja położyłam rękę na jego kolanie. Facetowi zrobiło się chyba głupio bo pożegnał się i poszedł.
-Niedługo cała firma będzie gadać - zaśmiałam się.
-O czym cała firma będzie gadać ? - zapytała Zuzka, która przyszła do nas.
-Hej Zuz, co tam ? - przywitałam się z nią buziakiem w policzek.
-Cała firma będzie gadać, że jesteśmy razem, a ja puściłam się dla pracy - mruknęłam.
-Przestań, miałem pozwolić, żeby ten stary zbok się do ciebie podwalał ?
-Wiem, dzięki. Jest okropny, ale mam nadzieję, że przyjmą projekt.
-Też mam taką nadzieję.
-A pójdziesz sam na to spotkanie po południu ? Nie chce się już z nimi spotykać.
-Jasne, nie ma problemu. Idziemy na górę ?
-Idziemy, trzeba zacząć pracować.
-Jak ci się Dusia pracuje ? - zapytała Zuza.
-No nie narzekam. A jak u ciebie ? Ty nie w szkole. ?
-Byliśmy w Legnicy w teatrze i się jakby powiedzieć urwałam.
-Rozumiem, rozumiem. To w takim razie, życzę wam miłej zabawy, a ja wracam do pracy. - pożegnałam się z nimi i poszłam do siebie. Włączyłam komputer, sprawdziłam pocztę i wzięłam się za kosztorys.
Komentarze
Prześlij komentarz